
Smutne to eufemizm – powiedziała A. na skwerze Hoovera. Przytaknąłem. Duńczycy zdobywają mój prywatny tytuł najsmutniejszego filmu roku.
Jedność czasu, miejsca i akcji. W tym filmie zło już nawet nie jest banalne – jest kieszonkowe. Sara nie przyjdzie do szkoły. (Czy scenarzysta czytał reportaże z Gdańska z jesieni 2006 r.?)
(4,0/4,5)
