W sto osiemdziesiąt pachnie owcą, co mi przypomnia, że pod lampką już drugi tydzień czeka „Triumf owiec”. Zresztą dama w fioletowym kapeluszu à la ślub książęcy prosi czytającą: niech pani usiądzie z tą książką.
Ja nie siadam, nie czytam, nie piszę. Jadę sobie. Na końcowy.
