Zawód wieczorno-poranny

(Książki, których lekturę odkładam na koniec mają pecha. Trafiają pod lampkę, wyczekują, a potem A. zgarnia je do biblioteczki przy okazji odkurzania.)

Zawiodłem się na najbardziej wyczekiwanej książce tej jesieni, tomie pierwszym „Dzienników” Edwarda Stachury (rewelacyjna obniżka w księgarni Matras, mimo że to nowość):

  1. Rozumiem, że jest to wybór, że działać musi cenzura edytora (w końcu niektórzy bohaterowie jeszcze żyją), ale ingerencje w całość można by jakoś oznaczać np. kursywą.
  2. Przypisy nader skromne. W przeciwieństwie do wspaniale opracowanych „Listów do pisarzy” i „Listów do Danuty Pawłowskiej”, „Dzienniki” są tekstem bez objaśnień, choć aż się prosi, aby dopisać, czyje to mieszkanie, jaki dom kultury, aby dodać biogram.
  3. Brak informacji o rękopisach. Z dwudziestu siedmiu zeszytów oraz dopisków, zapisków, itp. powstają dwa tomy. Opis tego, jak wydruk ma się do rękopisów jest jednak bardzo cenny w wypadku dziennika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s