Śmierć i komiwojażer

Akurat piłem kawę. (Po pierwsze – jestem urzędnikiem, więc muszę pić, aby zbliżać się do wzorca osobowego, po drugie – jeszcze miesiąc temu pierwsze zdanie brzmiałoby „Akurat jadłem rogalik francuski/ kinderbueno/ sernik.” – niepotrzebne skreślić – ale to było miesiąc temu). Akurat piłem kawę, gdy zadzwonił numer prywatny. Głos nie był miły, wiadomości miłych też nie przynosił:

W przypadku śmierci w nieszczęśliwym wypadku kwota wynosi tyle i tyle. Takich przykładów jest wiele, może się zdarzyć w pracy, na spacerze, czy na drodze. 

Nie sprzedała, ale teraz boję się wstać zza biurka. 

Dodaj komentarz