Numer 36: „Jestem twój” (albo: Dentystka na skraju załamania nerwowego)

(Sala numer dwa, a jakże.)

A. autorytatywnie twierdzi, że to był zły film. Mnie podobała się kamera, zimne sterylne wnętrza (w sterylnych domach nie ma wolnej miłości), fragmenty z matką jak ze spektaklu. Odkrycie: Gosia Andrzejewicz jednak nieco umie śpiewać.

Zupełnie nie przekonywała psychologia. Motywy bohaterów niezrozumiałe. Jakaś w tym nieprawda była, prawda? Za scenariuszem skrywał się przewidywalny banał, o tym, że wszyscy pragną miłości. Banał idealnie pasujący do mojego pierwszego wpisu w dniu dzisiejszym.

(1,5/3,0)

Dodaj komentarz