W drodze do Wittenbergi (cz. 2)

Biedny chory pan przyszedł wieczorem na Krakowskie. Otaczali go wyznawcy, których ojczyzna wciąż nie jest wolna, a prezydencki fotel (bałbym się napisać „stolec”) opróżniony od kwietnia. Biedny chory pan przyszedł tylko uczcić poległych (od rana szczekali jego poplecznicy, więc mówić wiele nie musiał) i mimochodem rzucił, że ten krzyż był swego rodzaju substytutem pomnika.

Szlag trafia. Od kiedy, pytam ja – katolik, symbol mojej wiary jest substytutem czegokolwiek? Odpowiedzmy sobie wreszcie na pytanie czy dla biednego chorego pana i tego tłumku nieszczęśników centrum religii jest Golgota czy Smoleńsk? Czy hierarchia kościelna może wypowiedzieć się w tej sprawie? Czy głucha jest na bałwochwalstwo? Dyżurni katolicy też chyba nie rozumieją co się stało, Kościół im się pomylił z partią. A ja wstydzę się Kościoła, który dla ziemskiego panowania, wyrzeka się Chrystusa.

Wierzę w Lecha Kaczyńskiego, brata Jarosławowego jednojajowego, który się począł w stoczni gdańskiej, ukrzyżowan i umęczon pod Tuskiem Donaldem, poległ i pogrzebion na Wawelu.

(Czy to jest nowe wyznanie wiary polskiego Kościoła?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s