Eugeniusz, słoik i kebaby z podziemia. Szkic do opowiadania.

Może, gdyby wysiadając na stacji centralnej z pociągu z Lu. Eugeniusz nie zjadłby kebaba, wszystko potoczyłoby się inaczej. Wyjechał wcześnie, ale pociąg i tak się spóźnił. Jakaś awaria pod Dęblinem, nieboszczyk może, czy co, nie pamiętał, bo uciął komara. Wizytę u lekarza miał na styk, syn mu załatwił, u specjalisty, do analizy miał przywieźć, zdziwił się nawet, jak się dowiedział co. Syn kazał jechać, dał z komputera jak trafić mapkę. Poradzi sobie. Niech syn się nie martwi. Trafi. Nie lubiał się spóźniać. Jak ci ludzie wtedy na niego patrzą? Ci z Lu. i okolic bardzo są wrażliwi na swoim punkcie. Wprawdzie synowa zawinęła mu na drogę dwie porządne kanapki z kiełbasą, do torby spakowała dwa jajka na twardo i batonika, wprawdzie w termosie miał jeszcze z pół litra mocno osłodzonej herbaty, ale zapach jedzenia, który owionął go od razu, na peronie trzecim, był silniejszy. Eugeniusz wyszedł na antresolę i zaczął rozglądać się za jakimś porządnie wyglądającym bufetem. Ten na rogu wydawał się całkiem. Kanapka kanapką, ale kebab w grubym cieście, miły obcokrajowiec (innowierca?) za ladą, drogo – pomyślał Eugeniusz – ale porządnie. W końcu rzadko bywa w stolicy. Torbę ze słoikiem postawił na sąsiednim krześle. Spojrzał na zegarek, podrapał się w głowę, miał pięć, może dziesięć minut, ale zje i zdąży. Kebab smaczny, opływał tłuszczem, jadł łapczywie. Pięć minut i wybiegł, bo wizyta tuż tuż. Dobrze, że torby nie zapomniał.

To złapało go nagle, za drugim skrętem. Silny ucisk w brzuchu, ból aż po plecy. Szukał. Na końcu korytarza napis wc, jakimś cudem dobiegł…

…kiedy wychodził, babcia klozetowa uśmiechnęła się wyrozumiale: Pan tyle czasu nie wychodził, myślała, że zemdlał. Też po kebabie? Kiwnął głową zawstydzony. Był zły na swoją łapczywość (a ci z Lu. i okolic bardzo są wrażliwi na swoim punkcie). Zły był na siebie: do lekarza już nie pójdzie, następna wizyta za pół roku, jak dożyje, jak się uda. Taki wstyd. Co syn powie, synowa co, że kanapki nie smakowały, że u czarnego na psie mięso się połakomił? Co teraz z tym słoikiem do analizy? Do kosza nie wyrzuci, do domu przecie nie przywiezie. Złość wzbierała w Eugeniuszu. Ale on im pokaże – pomyślał. U lekarza może nie będę, ale w telewizji mnie pokażą. Nie będziecie się śmiali. Ci z Lu. i okolic bardzo są wrażliwi na swoim punkcie. Spytał jakiejś kobity jak dojechać pod ten pałac, co go w telewizji pokazują.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s