Beatyfikacja – część opisowa

Nieczęsto bohater z dzieciństwa zostaje błogosławionym. A ja pamiętam dziennik telewizyjny, kiedy znaleziono ciało (na telewizor patrzyłem z wysokości nocnika) i pamiętam krzyże ze zniczy (o jasnych, tłustych płomieniach) na Królewskiej koło jezuitów. Wpisywałem to imię i nazwisko (zresztą na przykład obok Johna Lennona) do rubryki: kogo chciałbym naśladować (to było około drugiej – trzeciej klasy?)

Uroczystości nie rozszarpały polityczne sępy. Oprócz transparentu, że Polska gore, tudzież karykatur Tuska rozdawanych przez nadgorliwych młodzieńców, msza przypominała postój pielgrzymki. Trawa w stopach, karimaty, butelki z mineralną, spiekota. Przyjemna turnerowska communitas.

(Co zauważa moje niewprawne ucho: strasznie niski poziom muzyczny. Zarówno koncert przed mszą, w wykonaniu orkiestry Victoria, jak i sama pieśń beatyfikacyjna, o uroku socrealistycznych wiązanek na temat wznoszonego MDM.)

Dodaj komentarz