Piękna definicja szczęścia (?): pieprzę się…, kocham…, biorę narkotyki…, używam prezerwatyw… Szkoda tylko, że jej twórca (Jak to się pisze? Uwaga! spojler!) nie doczeka końca filmu.
Pod komediowym sztafażem gorzka opowieść o świecie wypranym z wyrzutów sumienia.
Doszukuję się religijnych metafor: jest pieta, jest Śmierć w taksówce zaprzedana Szatanowi, nie ma zmartwychwstania (ale ta ostatnia scena, według mnie, nawiązuje do J 21,1-14).
(4,5/4,0)
