Dolina Czechówki

(Uciekam do Lu.) Była rzeka, wiła się w lessie. Leniwie odbijała księżyc wieniawski, rozlewała się po stawach. Nad nią przycupnęły domki, Matka Boska, w lessie las ceglanych kominów cegielni. Pamiętam rzekę. Taką ogródkową i działkową, jak tu i staw pamiętam, pół stawu, ćwierć, bez stawu. Ale to już była rzeka wzdłuż drogi, płytka i brudna. Już nie taka jak kiedyś, kąpielowa i rybna. Dopiero później odkryłem, że idąc w jej górę, można zobaczyć rzekę, która jest rzeką, że wierzby, że jaskry, że widoczek wyżynny, lessowy, że mosteczek ugina się (jak te). Ten widoczek to też już tylko zapamiętany. Bo teraz będzie ulica, obwodnica, aleja, trzy pasy w jedną, trzy w drugą, wiadukt i nie ma rzeki. Bo rzeka to rzecz bezużyteczna dla w Lu. automobilisty (a o pechu Lu. w zakresie urbanistyki już pisałem). Uciekam do Lu., szkoda mi rzeki, ale ja już taki nietutejszy, jak i ona.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s