Atlantyda

Dwa tygodnie temu bardzo ciekawa analiza Andrzeja Lubowskiego, zupełnie niegazetowa, zupełnie niewyborcza, a jednak się znalazła. Dotyczyła kulturowej przyszłości tej części Eurazji, która jeszcze na przełomie XX i XXI wieku nazywana była Europą. Autor opisuje rzeczywistość, którą opisywała Oriana Fallaci, przez co znalazła się we współczesnym indeksie ksiąg zakazanych (Jak można takie rzeczy opisywać, a fe!). Wcale nie chodzi mi tu o minarety nad Szwajcarią, Austrią, Francją, itd. Lubowski koncentruje się na muzułmanach, a mnie jednak bardziej fascynują chrześcijanie. A właściwie pytanie o to, gdzie oni się podziali?

Bo ten lęk przed islamem w Europie, to też trochę z zazdrości, że oni wierzą, a my nie. Że oni chcą te minarety nad naszymi miastami wznosić, a my nie pamiętamy do czego służyły dzwonnice. Że oni mają to wszystko, co myśmy stracili.

(Przyznajmy: tak jak Chiny bez konfucjanizmu, tak jak Bliski Wschód bez islamu, tak Europa nie może obyć się bez chrześcijaństwa. Bez niego zamrze, stanie się cmentarzyskiem idei, kolejną pustynią.)

Bardzo łatwo pozbyliśmy się chrześcijaństwa: za odrobinę wygody, za tę lekkość bez wyrzutów sumienia, za konsumpcję bez ograniczeń. Niewielka cena. (Tak jak łatwo wyrzucić te wszystkie niepotrzebne krzyżyki, Maryjki, świętych Józefów na targowisko w mieście na literkę B.) Pozbyliśmy się, a potem zapomnieliśmy jej języka. Przestaliśmy czytać symbole, poszukiwać sensu, życie traktować na serio. Opuściliśmy nasze kościoły, wierząc, że to niepotrzebne budowle (ciekawe tylko, gdy w środku Giotto albo Rafael).

(Kościół nie jest bez winy. Zadufany w swą ziemską władzę, zajmował się popadaniem w siedem grzechów głównych, podczas gdy Europejczycy wychodzili ze swoich świątyń, by nigdy do nich nie wrócić.)

Symbole chrześcijaństwa stały się głupstwem. No, może bywają zgorszeniem dla co bardziej „światłych” mieszkańców byłego kontynentu, ale dla większości są już tylko zabawną pamiątką z przeszłości, z podróży, którą odbyli w dzieciństwie. Krucyfiks uzyskał status podobny do drewnianego łosia z Norwegii albo gipsowej figurki Dziadka Mroza. Zresztą ten problem już rozważano na łamach polskiej prasy, proponując wykorzystanie krucyfiksu jako wieszaka na ręczniki. Rwetes się nie podniósł. Europejczycy są praktyczni.

(Nikogo nie da się oskarżyć. Sami siebie zgubiliśmy.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s