Spacerownik po Rossmannach Wa. – apendyks

W szale byłem. Bynajmniej nie uniesień, zakupów. Księg-raj-nia. Moja perełka. „Homo Wa. Przewodnik kulturalno-historyczny”. Przeglądam. Miron. Prawidłowo, ciekawie. Nagle, strona siedemnasta: Stańmy w zadumie, gdyż to właśnie jest królowa warszawskich szaletów [podkr. moje – a.b.]. W autorze bloga najpierw zapala się czerwona lampka i włącza się funkcja „sarkazm”. Myśli: jakie wartości, takie dziedzictwo kulturowe. Dodaje: jednych zachwyca Tintoretto, innych – płyny ustrojowe i lizol w miejskim szalecie. Potem autor bloga zaczyna odkrywać, że to genialny pastisz przewodników turystycznych, które zawsze wiodą od zamku do bazyliki, od bazyliki do niezwykłej urody kamieniczki, od niezwykłej urody kamieniczki do pomnika, od pomnika do muzeum z Tintorettem, i tak w kółko. Autor bloga chwyta się pastiszu. Budzi się w nim autor nowych przewodników, przewodników po nieodkrytej części rzeczywistości, przewodników po rossmannach Wa.

Dodaj komentarz