(Powenecki pobyt u M. i G. obfitował w dotykanie ciepłych jeszcze książek zakupionych na krakowskich targach. Potem, od razu wizyta w księgarni. Skończyłem czytać trzecią.)
Susan Sontag o fotografii pisze ciekawie, nie tak fascynująco jak Barthes, ale ciekawie. Wydane przepięknie, niestety bez zdjęć. Czytanie o zdjęciach bez choćby jednego we wklejce dla każdego omawianego autora przypomina lekcje muzyki w moim liceum, na których niczego nie słuchaliśmy. Ślinka cieknie, a ciasteczek nie ma.
