1. Podróż na Wyspę

Oczekiwałem mgieł, ujmujących melancholią czarno-białych fotografii. Celowy był nawet wybór pochmurnego listopada na taką podróż, ponurą (w zamierzeniu) a piękną. Z mgieł wyłania się miasto, ulice toną w szarości i wodzie. Nic z tego. Nad wyspą świeciło ciepłe jesienne słońce.

Wyspa ma w sobie jednak jakąś melancholię, taki wenecki spleen. Pachnie starością. Tynki odsłaniają ceglane mury domów. Wieże kościołów pochylają się. Zielona wilgoć wdrapuje się po okiennicach, wychodzących na mętną wodę kanałów.

Rano, słońce wstaje późno. Budzi mnie chór kościelnych dzwonów. Dźwięk rozchodzi się po labiryncie kanałów i uliczek. Serenissima jest poetycka, ale wie, że jej dni są już policzone.

Wenecja jako metafora Europy. Jeszcze zachwycają pustoszejące kościoły, jeszcze stroi się kwiatami matki boskie, jeszcze gwar w wąskich uliczkach, ale wieczorem cichnie. Znika pod wodą i pod snem. Turyści oglądają nieznajome znaki, fotografują każdy szczegół, ale już to dla nich nierealne. Spieszą się, by uciec od myśli o tym, że przemija. Tak samo wyspa, jak i oni.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s