Wyrodnego etnografa przemyślenia o drugim listopada

W porannym busie z Lu. obudziły mnie śmichy-chichy płynące z radia. Powoli docierało do mnie, że dzisiaj Zaduszki, jeden z nielicznych dni, w których świat widzialny łączy się ze światem niewidzialnym.

Ale to było w mitycznym dawno dawno (świetnie opisuje to Jan Perszon w swojej doskonałej monografii na temat zwyczajów żałobnych na Kaszubach), w czasach, kiedy śmierć mieszkała w tej samej wsi, a nie w szpitalnej chłodni. Kiedy ktoś się jeszcze zastanawiał.

Jak mam się zastanawiać, gdy uszy zagłusza mi pusty chichot?

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s