Śnieg w Lu. Boże Narodzenie

Tej zimy śnieg padał rzadko, a jeśli padał to niespodziewanie, nagle, chwilowo. Padał i znikał. Bardzo poetycko można by to opisać, te wszystkie metafory z niewinną bielą, puchem tulącym się do twarzy. Wyszli z kościoła. Kamienie, kamienice, ściany ciemne, pochyłe (…) Jak pięknie! Stare miasto w Lu tonęło w białej powodzi. Ulica Złota, Rynek, ulica Gruella, śnieg wtykał się we framugi okien, szpary w bruku, opadał na świecące girlandy rozciągnięte między kamienicami. Dochodziła druga. W tym śniegu, w tej jasnej nocy, nocy Narodzenia, tonęli wszyscy.
Rano nie było śladu po śniegu. Może gdzieniegdzie jakieś białe smugi w żywopłocie.

(Jo. nazwała to cudem.) Autor bloga myślał raczej o magii. A może to był meteorologiczny cud? Taki mały cud w Lu, specjalnie i wyjątkowo dla niego, dla A., dla nich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s