Śmierć w supermarkecie

Denat spoczywał w folii. Jeszcze przed chwilą mężczyzna z rękami zakrwawionymi do łokci wrzucał do niej kawałki jego poćwiartowanego ciała. Autor bloga i zarazem właściciel foliowej torby patrzył na to wszystko z obrzydzeniem. Ach, te wzory kultury!

Gdyby, dajmy na to, obchodom Świąt Bożego Narodzenia (lub jakichkolwiek innych świąt) towarzyszyła rzeź nie karpi, tylko na przykład yorków. Te wybiegi w działach świątecznych w supermarketach, a na nich wściekły szczek małych głupich piesków. Co jakiś czas, pan w białym fartuchu z brązowiejącymi plamami zabierałby jednego piszczącego i kudłatego yorka (świeżutki! wczoraj odławiany!) za ladę. Pisk, wprawne cięcie i już jest york dla szanownych państwa na wigilijny stół. A pan? Dzwonek z yorka? Może york patroszony? Yorkowe łby na galaretę?

(Wbrew pozorom taki mentalny eksperyment wcale nie wydaje się idiotyczny. Zwłaszcza z rybiej perspektywy.)

Dodaj komentarz