chwilowy pobyt w wiecznym mieście

jako dziecko zaczytywałem się w dwóch książkach. jedną z nich był „Słownik mitów i tradycji kultury” autorstwa Kopalińskiego, drugą – „Rzym i Watykan” – jak podaje okładka – zawierający 115 kolorowych fotografii. nie wiedzieć czemu, spośród tych zdjęć największe wrażenie robiło na mnie zawsze to przedstawiające monumentalnie białe mauzoleum Wiktora Emanuela. zaraz po nim następowały ilustracje ukazujące Forum Romanum w wersji dzisiejszej (ruina) i starożytnej (gdzie westalki paliły wieczny ogień, a wśród kolumn i łuków przechadzał się Juliusz Cezar, póki nie został pozbawiony władzy i życia w idy marcowe – por. szerzej „Słownik mitów i tradycji kultury”). tak właśnie widziałem Rzym. i dziwnie się czułem stojąc na białych schodach białego mauzoleum i przechadzając się po widoku z książkowej ilustracji.

_____

do protestantyzmu najszybciej przekonałaby mnie bazylika świętego Piotra: potworny pomnik pychy papiestwa. pośród monumentalnych marmurowych papieży ukoronowanych tiarami, wyrastających praktycznie w każdej wnęce (papież nauczający, papież modlący się, papież błogosławiący), bardzo trudno dostrzec krzyż lub figurę Chrystusa. nawet prezbiterium z Duchem Świętym nad papieskim tronem wydaje mi się dziełem o nieco narcystycznym wydźwięku. w sumie bazylika świętego Piotra bardzo jest – w założeniu – ziemska i ludzka. jak ogromny grobowiec faraonów. oczywiście nie wpływa to na ocenę formalną bazyliki jako arcydzieła architektury, itd.

_____

setki kościołów. wyobrażam sobie co czuł pielgrzym wchodzący do Rzymu i krążący po jego ciasnych uliczkach przy spotkaniu z takim ładunkiem sacrum, jaki emanuje choćby z Matki Bożej na Zatybrzu, czy św. Sabiny na Awentynie (o św. Piotrze krytycznie powyżej wspomniałem).

_____

jednak od „Rzymskich wakacji” nieco się zmieniło. zbrzydło. straciło urok nieodkrytych i prawdziwych miast. oryginalność, której pragną tysiące turystów przeczesujących każdy skrawek miasta w poszukiwaniu autentyczności. ich przewodniki we wszystkich językach świata doradzają: autentyczna kawa w autentycznej kawiarni, autentyczny rzeźba autentycznego Michała Anioła, autentyczny widok. przydeptują się nawzajem, fleszem między oczy, ale wciąż niespokojni, że nie wrzucą centa do fontanny, nie zobaczą Canovy tu, a Caravaggia tam, że w ciągu kilkunastu godzin nie zdążą przeżyć wszystkiego, jak radzi przewodnik. bardzo się śpieszą. za bardzo. miasto to dla nich mapa konieczności. im bardziej szukają autentyczności, tym bardziej czują się oszukani – widząc samych siebie w takich samych, z przewodnikiem i aparatem w ręku, osobach obok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s