Antypody wczesnym popołudniem

To było sześć albo pięć lat temu. Sierpień. Przedmieścia Kielc. W tamtym roku z powodu powodzi szliśmy inną trasą, po betonowych płytach w kierunku jakiejś wsi, która stała się osiedlem. Właściwie to się zgubiliśmy. Robiło się już późno. Z Podłysicy kawał drogi. I jeszcze te odpoczynki i wędrówka do końca nie wiadomo dokąd. I wtedy ze zmęczenia, może z wewnętrznej wolności ogarnęła nas błoga radość. W lekko poddenerwowanym tłumie zaczęliśmy śpiewać: Każdy musi mieć wyspę swąąą, na oceanie niepokojóóów, w codziennośći szarej mgleee, kilka jasnych koloróóów. Mogą różnie nazywać sięęę dla Ciebie, lecz tylko Jezus jest tęczą na niebie. Jejejejejeje.

(Dlaczego o tym piszę? Bo to było Szczęście w czystej postaci).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s