Niedoszły szatniarz recenzuje wczorajsze przedstawienie

Przedstawienie teatralne w gmachu zaprojektowanym przez Romualda Gutta. Aktorzy wielokroć powtórzyli role. Perfekcyjnie przygotowani. Nawet wśród widzów część jest świadoma wagi dramatu. Na widowni prawie komplet (zastanawiają tylko pewne luki w pierwszych rzędach). Wśród gości dramatopisarze nowej awangardy: forsujący pean na cześć jako doskonałą kwintesencję Sztuki.
W pierwszym akcie przedstawienie dość monotonne, klasyczne, miejscami awangardowe, ale nie za często. Choć ostatni monolog raczej odczytano przeciw awangardzie.
W drugim znacznie ciekawiej: dramatopisarze awangardowi pochrząkują znacząco. Zwłaszcza, gdy primadonna z Wiednia (gość specjalny teatru) rozpoczyna przydługą arię, bardzo nie w smak śmietance awangardy. Ponoć omdlało też kilku Walonów, a Portugalczyka nie dało się docucić. Pod koniec przedstawienia awangarda szemrała już głośno, pokrzykując, że aktor grać ma dla autora, a nie dla widowni. W międzyczasie, bocznymi drzwiami wkroczyła była reżyserka. Nie było owacji. Wiek już nie ten. Gwiazda przygasła. A może gorzki posmak, że dla własnej korzyści, dziś jest w awangardzie.
Tak przynajmniej szeptano w foyer, ponad sokiem pomarańczowym i babeczkami z pastą makrelową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s