O niani i problemach seksualnych Chilijczyków (recenzja)

Książka Dorfmana, zresztą Ariela, czytana dwa tygodnie temu: dobra (bez ostatniego rozdziału), marna (uwzględniając tenże).
Uświadomiła mi, że też miałem Nianię, może nie z plemienia Mapuczów, czy jakichś innych przedstawicieli ludności rdzennej w okolicy Ziemi Ognistej. Ale… Moja Niania („niania” jest tu określeniem funkcji społecznej a nie pokrewieństwa) przy karmieniu mnie zupką kartoflanką opowiadała o wilku w milanowskim lesie a w młodości obsługiwała Ordonkę w Domu Handlowym Braci Jabłkowskich. Uczyła mnie, że das Heft to zeszyt i przychodziła po mnie do szkoły na ulicy Zuchów na piechotę. (I tak mógłbym snuć opowieść na kanwie powieści, ale zupełnie inną).

Poza tym (co można o tej książce napisać poza tym?). Przy dwudziestej stronie rozważań o „r…aniu” (dzięki temu wyrażeniu autorowi udaje się nawet zdefiniować naród chilijski), doszedłem do wniosku, że ta obsesja jest dość zabawna i fabularnie całkiem nośna. Ale nic poza tym.

(Ta recenzja chodziła mi po głowie, wdeptując się w zwoje i plącząc się między neuronami. Dlatego też, nie miałem innego wyjścia. Musiałem ją zapisać.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s