– Rozgryzłaś mnie jak, k…a, orzech kokosowy…
Projekcja osobistego resentymentu do Psa Kucającego na wydarzenie fikcyjne, lirycznie przez Juliana T. opracowane, przelana
bohaterów tego wiersza zdarza mi się spotykać
Autor bloga cierpi na chorobę dyplomatyczną
Obawiam się, że mam anginę.
Mam nadzieję, że lekarz podzieli moje obawy.
Metamorfozy Indian na stanowiskach urzędniczych średniego szczebla
Np. ja jestem już podmiotem transgranicznym.
Nie będę odtąd wysłuchiwał tępych.
Przełożonych
(28.06.2000)
w tym kraju obciążonym „nieszczęsnym darem wolności”
Stowarzyszenie Zakompleksionych Frustratów
Czy przypadkiem nie zmarnowałeś swego życia?
O korzyściach z gniazdowania gołębia skalnego na balkonie
Wychodzę na balkon.
Nazywam go idiotą
on macha główką zza góry guano
Popołudniowe Polaków rozmowy na ulicy Brackiej
Nie pytam czy słychać, tylko co u was słychać.
Moja walizka jest moim wielbłądem na rozpalonej pustyni Tamtu
Pożądliwe kółeczka
pieszczą bruk
stuk puk stuk
a czemu tak? uff
a czemu tak? uff
odsłania walizka
pękaty brzuch
Propedeutyka wychowania patriotycznego
pływanie w bagnie
Autor bloga dokonuje z użyciem Witkacego eksperymentów psychoterapeutycznych na samym sobie
nie pamiętam co to hermeneutyka, a co opis rozrzedzony
Kolokwialny komentarz do sytuacji na mym balkonie
Jaja sobie robi, czy co?
Zapiski w czerwcowym upale III
Stoję w nawie jasnego kościoła
pełnego starych ludzi.
Kadzidło ogłusza mój węch.
Zapiski w czerwcowym upale II
Po co było wyjeżdżać?
Zapiski w czerwcowym upale I
Jerzy Pilch porzucił redakcję „Polityki”
Zapiski w czerwcowym upale – wprowadzenie
o zachwyt mi w życiu chodzi
Ponowoczesna kondycja autora bloga patrzącego na balkon w czerwcowy upalny wieczór
Wczoraj był lęk.
Dzisiaj jest lęg.
Autor bloga przed wyjazdem z Tutam poszukuje siebie
żal odjeżdżać: straszno być dorosłym
Dżem truskawkowy na kolację, brak innych słodyczy
z powodu tej jedynej, wybranej frazy jedzie się nawet na ich pogrzeb
Pogłębiająca się depresja w sobotę popołudniu
Wszystko się kończyło:
spokój prowincji kołysanej poezją,
pewność ulic i liści,
ścieżki w śniegu, planetarne znaki,
w Peru trzęsienie ziemi.
Autor bloga przez okno autobusu z Tutam do miejscowości Ś. ogląda sianokosy na Majdanku
pot spływa na kolczastą łąkę
O skutkach nieznajomości kontekstu kulturowego
– Ale tu brudno! – powiedziała mała dziewczynka patrząc na ulicę zasypaną w czasie procesji kwiatkami.
Ciasto z truskawkami w sklepie spożywczym w Brodnicy Górnej (pow. Kartuzy)
przynajmniej trzy lata temu, przed Bożym Ciałem, tam właśnie było
De administrationis
Administracja istnieć może tylko w oderwaniu od rzeczywistości społecznej, w całkowicie odizolowanym świecie cyklu celulozy
O lęku (całkiem na serio, całkiem ekshibicjonistycznie)
któregoś dnia zabraknie zupy grzybowej z makaronem,
śledzi doprawionych estragonem,
rodzynkowego wina.
Zakończenie procesu produkcyjnego guana na moim balkonie
głupota parowała mu ze skrzydeł
O wściekłości tłumionej umysłu zniewalanego
Właściwie nie napiszę nic
Rhapsody in blue
Wpis przedwczorajszy: Galeria sławnych wodzów indiańskich (dla wtajemniczonych)
Kucający Pies
Wpis przedwczorajszy: O świcie haiku tamtuskie
pierwszy autobus 4.41
słońce zmywa noc z tarchomina
obudzone nim zasnęło
Wpis przedwczorajszy: Teleologia nocnych gier z przyjaciółmi
budowałem tory z Lindau do Hamburga
Wpis przedwczorajszy: Nieudana hagiografia autora bloga
Natomiast nie wiem, czy ryby będą słuchać moich kazań?
O uzależnieniu od gołębi skalnych wymagającym porady farmaceuty
Może jednak pomyślą, że nie jestem narkomanem, tylko zwykłym świrem
Telelogia czyli teokomunikacja
W ciszy kościoła tylko rozmowa telefoniczna unosi się nad ołtarzem
O nieszczęściu patrzącym tępym wzrokiem w wiadro
porzucony nielot
Faust w miernym wykonaniu
Ksieni sprzedała duszę
Krótki wpis o zabijaniu
Sprzedawczyni patrzy z niesmakiem
Widmo towarzysza Wiesława krąży nad Wisłą
Historia Polakom zawsze głupie figle płata
Dzień niepodległości w barze w Barze
na nowej drodze życia
O śmierci bez potrzeby
Nie lubię takich dni, kiedy wiem, że już tylko fotografie.
Traktat teologiczny o dowodzie z przypadkowości gołębia
Jeśli moc swą okazał dla przypadku niewartego kiwnięcia palcem
Bajeczka wielce nieprawdziwa o malutkim krasnalków królu
Modlę się tylko, abym nie został księgowym ze skeczu Monty Pythona.
O poezji, ornitologii i ekstrementach
Jak patrzę na wiadro (czytaj: gniazdo) mojego gołębia,
rozumiem co to znaczy:
przesrane życie.
III. O oknie bardziej telewizyjnym niż papieskim
Okno papieskie. Ulubiony news wszystkich wieczornych dzienników
II. Dzienniczek zachwyconego
W tramwaju jeszcze pali się światło. Z zaułków wychodzą ludzie z flagami
I. O wyższości Krakowa nad Tamtu , jeśli chodzi o papieskie wizyty (i nie tylko)
Atmosfera papieskiego Krakowa miała w sobie coś z Rzymu sprzed roku
O miłości wyznawanej w języku bardzo obcym
Kościół jest powszechny, ponad granicami i historią
Autor bloga przed telewizorem ściska w ręku bilety kolejowe
czas, jaki pozostał do odjazdu pociągu do Krakowa
L.D.
ciągle natykam się na nekrologi
W poszukiwaniu zaginionej rzeczywistości
Sam nie wiem co jest rzeczywiste:
krajobraz za szybą,
czy ja przed nią?
