
martwa natura z wojną
1.
Z kalendarza gospodarskiego: druga połowa lutego to tradycyjny czas wysiewu rzeżuchy i wszczynania wojen napastniczych. Rzeźnik od ludobójstw w towarzystwie błazna bez nobla zarzyna innego rzeźnika od ludobójstw, specjalizującego się w rozprawach z własnym narodem. Wieczór z tej okazji jest nieco euforyczny (saldo rzeźników: minus jeden).
Lecz czy dla jednego rzeźnika warto przysypać gruzami ponad setkę dziewczynek (masakrowanie dzieci stało się izraelskim spécialité de la maison)?
2.
Dziecko: znasz wiersz o przyjaciołach tego Mickiewicza? Połowa klasy u mnie myślała, że chodzi o wiewiórki.
Czytam i faktycznie mieli rację.
3.
W kawiarni przy hali na naszych kanapach z czasów, kiedy tydzień w tydzień oczekiwaliśmy Dziecka, znów mocne słońce. Plus siedemnaście.
– Umyję samochód – obiecuję A., ale tłumy mężczyzn prowadzą swoje auta, swoje szczęście po zimie, więc jak niepyszny zawracam na rondzie. Zamiast tego porządkuję książki.
4.
Na Saskiej Kępie więcej jest psów niż dzieci. Poza tym tak samo jak było lat dwadzieścia temu. Okularnicy słoneczni po kawiarniach wypatrują wiosny, zaraz wzejdą krokusy i grzyb na framugach.
