księgarnia 8/26

Lee Miller, Leonora Carrington i Max Ernst, Lambe Creek, Kornwalia, Anglia 1937, źródło: artsy.net. Być może jest to nieodpowiednie zdjęcie. Nie ma na nim Leonory-surrealistki, jest Leonora-ukochana. Ale tkwi w nim też, uchwycony przez Lee Miller, sekret owego, jedynego w swoim rodzaju, lata.

Joanna Moorhead, Surrealistyczne przestrzenie. Życie i sztuka Leonory Carrington, tłum. Agnieszka Nowak-Młynikowska, Smak słowa 2025

O tym lecie

Nie powtórzy się już lato takie jak tamto w Lambe Creek, trzydziestego siódmego.  Jedno jedyne w życiu. Odprawiają tam swoje sekretne obrzędy. Leonora dopiero co spotkała Maxa. Uciekała do niego jak Kopciuszek z balu debiutantek. Roland przyjechał z Lee (z ich zdjęć buduję ten mit). Są też Paul i Nusch. Jeszcze Ady i Man Ray (tego ostatniego Leonora nie polubi). Ci, co nie doznali nigdy takiego lata, nawet się nie domyślą, że wszystko się zaczyna właśnie teraz.

Oczywiście, że się rozstaną. Nowi przyjaciele zastąpią starych, rozdzielą ich wojny, romanse, oceany i śmierć.

W jednej z rozmów kuzynka Moorhead prosi babcię Carrington (w domu w Mexico City, przy ulicy Chihuahua) o definicję surrealizmu.

To przekonanie, że nic nie jest zwyczajne, że wszystko w życiu jest niezwykłe. A starość nie jest ani więcej, ani mniej nadzwyczajna niż młodość (s. 95).

W zarazie, w wojnie, w absurdzie codzienności uciekałem (się) do surrealizmu. To wtedy odkryłem Leonorę Carrington, jej kolorowe płótna wypełnione zwierzętami, przedmiotami i zjawami.

Nadzwyczajność życia, wbrew pozorom rzeczywistości, mieszanka doznań, snów i odczuć.

Z całej historii sztuki, o której opowiadałem w klasie 3d, ulubionym obrazem został uznany „Przodek” Leonory Carrington.

(Wystawa Leonory Carrington trwa w Paryżu do 19 lipca).

Dodaj komentarz