dziennik 70/25

Lublin, Re:tradycja, sierpień 2025 r.

Piękne rzeczy, masowe groby i ja

1.

W Pobożnie, opowiada Dziecko, boją się wojny. Wszystko przez Ukrainę, która dawno powinna przegrać i nastałby pokój. Tymczasem oni tu są, ci Ukraińcy, ich język miesza się z naszym, piją nasze mleko, pracują w naszej pracy. Mają czelność być.

Parę dni później Zbawiciel pełniący funkcję prezydenta nie podpisuje ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Po trzech latach wojny odwracamy się plecami. Pobożno dumne, że wybrało wielkiego Polaka.

(To działo się stopniowo. Dawno temu pisałem o wymogu wdzięczności. Sprytnie wykorzystali go polityczni macherzy, wiedzący jak łatwo wybudzić to, co najgorsze w ludziach. Pobożno mówi głosem większej części Polski).

2.

Mam ochotę na zachwyt, mam ochotę na piękne rzeczy, nie bacząc na nadciągające wojny, chociaż pająki ze słomy i bibułek jeszcze bardziej kruche niż krucha porcelana.

Oglądam więc zdobione puzderka z Mikołajowa, Ukraina, wołyńskie korale, Ukraina, wreszcie ceramiczne naczynia, Ukraina, rozstawione na murach fary.

Spośród nich wybieram jedną piękną rzecz: coś na wpół kernos ku czci Demeter, na wpół amsterdamski wazon z martwych natur złotego wieku (por. zdjęcie). O kształcie, o jakim mógłby marzyć Morandi.

(W portfelu rzecz druga: bransoletka kupiona od dzieci, które na Bramowej rozłożyły na kocu stoisko z biżuterią).

3.

Ten dom nad ruinami fary nazywa się ochronką dla żydowskich dzieci. Stąd pewnego poranka poszły na spacer na nadbystrzyckie łąki, na Tatary i dotąd nie powróciły a minęło przeszło osiemdziesiąt lat.

Dwanaście tysięcy dzieci zabił Izrael w ciągu ostatnich dwóch lat. Każde miało imię. W transmisji na żywo.

Pokazuje mi reklamę, którą wykupił zbrodniarz. Jak wspaniale jest w Gazie, wcale nie ma głodu, wcale nie umierają. Ohyda godna pomsty, ohyda spustoszenia.

Który zawsze milczę z żałobą pod ochronką na Grodzkiej, teraz mam ochotę mówić:

czas przestać rozpamiętywać tamten, czas wołać o nowym, co na naszych oczach.

4.

Iluzja pięknych rzeczy. Iluzja szczęśliwego życia. Wracamy z Wyżyny pod burzowymi obłokami.

Wszystko jak one nietrwałe.

Dodaj komentarz