
Dziewiąta do Portugalii. Piąta do granic Starego Świata. Dopiski
1.
W całym roczniku 1959 „Poznaj świata” znalazł się tylko jeden materiał z Półwyspu Iberyjskiego. Kolejny w roczniku o dwa lata późniejszym. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę, że Półwysep dzieli wówczas dwóch narkatolickich dyktatorów: Salazar i Franco. Dziwna powinna być raczej obecność tam polskiego reportera.
(Mój dziadek, nauczyciel geografii, jest wówczas przed trzydziestką. „Poznaj świat” z biblioteczki w R. trafia na szafę, potem do piwnicy w Lu., wreszcie w czasie porządków powraca na górę).
Zdzisław Mikulski w artykule „Na zachodnich rubieżach Europy” w grudniowym numerze z 1959 roku podróżuje od Atlantyku i Lizbony w głąb lądu ku jednej z wielu tam budowanych przez Estado Novo.
Mimo wielkich upałów Portugalczycy chodzą przez cały dzień w ciemnych garniturach i krawatach – dziwi się Mikulski. – W najbardziej upalnych godzinach południowych zaludniają oni kawiarnie i restauracje, gdzie jedzą obiad popijając obficie wodą mineralną lub winem.
Obrazek jest raczej miejski, zapewne z Lizbony, niemniej całkowicie egzotyczny dla przybysza z gomułkowskiej Polski czy czytelnika z prowincji.
Kolejna scenka przypomina już fotografie Artura Pastora: na ulicach rozwiesza się między domami bieliznę do wyschnięcia. W barach i knajpkach można spotkać robotników siedzących na wysokich stołkach i zajadających jakieś skorupiaki morskie. Pod stolikami pełno skorup.
Za rok zacznie się wojna w Ultramarze.
2.
Uzupełniam zapiski z Portugalii i znad granic Starego Świata:
W barze w Vila do Bispo, do którego zwykle chodzimy i gdzie wieje od Oceanu, wywieszają do suszenia dorsze na słupkach pergoli. Czarnoskóra kelnerka podchodzi i sprawdza ich miękkość.
Niesamowite, ale most nad Gwadianą jest młodszy ode mnie i stanowi kolejny hołd dla Wielkich Odkrywców. Nasza wyobrażona ciągłość Andaluzji i Algarve jest kolejną ułudą, której ulegamy.
W sklepiku przy bazylice Macarena, sprzedawali losy na bożonarodzeniową loterię. Każdy ze świętym obrazkiem. Trudne zadanie dla rzekomej Opatrzności: czy wygrać powinno siedem boleści Maryi, biczowanie Chrystusa czy droga krzyżowa?
Na starym molo, głównej atrakcji Huelvy, siedział nieszczęśliwy facet i słuchał latynoskiego disco. Otaczał go, niby rodzaj aureoli, okrąg z wyplutych pestek słonecznika.
