
Dziewiąta do Portugalii. Piąta do granic Starego Świata. Rozdział z Aljezur
Już
Pisałem już o tym wszystkim. O śladach ślimakow na skale jako przykładzie art brut. O tym, że żaden z tutejszych świętych nie prawił kazań krabom i pąklom gęsim, i że to błąd. Na ś.p. insta umieszczałem skały, rośliny i mięczaki. Zachowane albumy mogłyby świetnie ilustrować książkę o Portugalii. Wydaje się, że z tych podróży jedna wielka podróż.
A jednak miejsca, które kiedyś przynosiły radość, dzisiaj są melancholijne. Obojętne dawniej kawałki wybrzeża, przynoszą teraz szczęście. Nie ma stałego lądu nad chwiejnym Oceanem.
Rzeka wróciła na Bordeirę. Rzeka wróciła na Amoreirę.
Miary
Oprócz systemu metrycznego, istnieją skale i miary zupełnie prywatne, choćby futryna do sprawdzania wzrostu dzieci.
W osobistym pomiarze smaku muszli – tak twierdzą A. i Dziecko – sto na sto osiąga restauracja przy moście w Aljezur. Wszystkie inne bary i restauracje z ameijoas, bada to Dziecko, plasują się niżej.
Wracamy więc ciągle i dzióbiemy muszle, sos pachnie oceanem, czosnkiem i cytryną.
Teofania kolejna
Wyłania się z morskiej piany drobna, słonoskóra, winogronna.
Jeszcze nic nie wie o upadkach królestw, zamachach stanu w republikach i drodze skrajnej prawicy do zwycięstwa w wyborach.
Równie dobrze mogłaby być Matką Boską albo pasterką z Fatimy.
Ptasiek
Tata nie rozstawał się ze swoją nową aplikacją. Wstawał nagle, wyciągał dłoń z telefonem ku niebu i zataczał kręgi niczym radar. Świstunka iberyjska – oświadczał – rzadka – dodawał ze znawstwem. Albo uciszał wszystkich przy kolacji i nasłuchiwał, po czym stwierdzał autorytatywnie: to tylko kapturka. Dźwięki zaczęły zajmować mu w telefonie miejsce dotychczas zarezerwowane na zdjęcia. Dziecko, które było świeżakiem, jeśli chodzi o uzależnienia od telefonu, patrzyło z powątpiewaniem. Tego ranka tata wstał wcześniej i usiadł w piżamie na mokrej od rosy balkonowej kanapie. Wrócił po paru minutach rozpromieniony. Osiem gatunków w dwie minuty – budził ich – w tym pełzacz ogrodowy!
W piasku
Plażowanie jest jedną z najdziwniejszych czynności, jaką wymyśliła ludzkość. Leżysz na piasku, wsypuje się on w twoje włosy i wciska we wszystkie możliwe szczeliny ciała. Leżysz w słońcu, pocisz się jak mysz, a i tak wcześniej, by chronić się od tego żaru wysmarowałeś się jakimiś lepkimi maziami. Smarowanie musisz powtarzać co jakiś czas, a pot z gryzącym kremem zalewa ci oczy. Leżysz nieruchomo, ideałem plażowania jest plażowanie sauté, pozbawione jakichkolwiek innych pobocznych czynności. Pozostaje ci w tej horyzontalnej pozycji ewentualnie podglądanie i obmawianie sąsiadów (zobacz, tam są Polacy. Niemiec właśnie wrócił z surfingu. Ci Włosi coś się bardzo przysunęli), tudzież kontemplacja szumu fal. Akceptowalna jest także lektura, ale czytanie Hemingway’a podczas plażowania nie przystoi (lekkie kryminały i romanse owszem).
Najgorzej, że na tym plażowanie się nie kończy: trzeba jeszcze zmyć z siebie cały krem i piasek, a potem przemyć pantenolem.

1 Comment