dziennik podróżny 20/25

Ilha da Culatra, 15 lipca 2025 r.

Dziewiąta do Portugalii. Piąta do granic Starego Świata. Rozdział z Olhão

Znikanie wysp

Rankiem, kiedy płyniemy do latarni, na zielonych łąkach wysp rybacy zbierają małże, zastawiają skrzynki na kraby i ściągają sieci. Kiedy wracamy wieczorem: wysp nie ma.

Prom

Prom napełnia się. Najpierw są miejscowi i ich wózki z prowiantem stojące na dziobie. Potem wchodzą letnicy, wreszcie jednodniowi plażowicze. Dzieci ciągną karmelkowe koła większe od nich samych. Unosi się zapach olejku do opalania. Ostatni wbiegają po czasie, załoga na chwilę opuszcza jeszcze trap.

Teofania pierwsza

Na wyspie drogę między domami wskazywały trzy śniade dziewczęta w strojach białych jak u greckich bogiń. Ich opalone plecy przypominały o bliskości plaży, ruszyliśmy więc wdzięczni tam, skąd nadeszły.

Poławiacze

Kolekcjonowali muszle o podłużnym świdrowatym kształcie. Występowały tylko tutaj, na wyspie, w kilku wybranych miejscach, gdzie prąd jak widać był mniej gwałtowny. Skorupki były kruche, dużo delikatniejsze nawet od jakubowych, nie wspominając o tych twardych wapiennych wachlarzach, najmniejszy napór niszczył porcelanowe ścianki. Znalezione układali na piasku. Przypominały zestaw dentystycznych wierteł.

Barbarzyńca nad Oceanem

Cóż po ośmiorniczej mądrości, skoro doceniam jej miękkość?

Fresk

Kiedy skaczą z pomostu moje zachwycone oko wyobraża sobie nagiego mężczyznę z Paestum (patrz muzeum w Neapolu). Nadmorski archaik. Lśnią ich ciała, połyskują kryształy słonego morza. Kiedy nadpływa statek, odpoczywają w blasku, plotkując o rówieśnikach (skaczących z drugiej strony).

W Olhão

Olhão dawno temu pokazała nam M. W gruncie rzeczy to jej zachwytowi zawdzięczamy Portugalię. Oprowadzała nas po labirynicie białych domów, na plastikowych krzesełkach siedzieli starzy ludzie, wyciągano piecyki do pieczenia sardynek.

To tam zaginął pierwszy kot (zresztą wszystkie zaułki oblepiono teraz podobizną jakiejś zaginionej kotki).

Oliwa

W poszukiwaniu autentyczności zajechaliśmy do olejarni w Świętej Katarzynie przy Biskupim Źródle. Miejscowi siedzieli w ciemnym barze, jakaś ekipa remontowała placyk z pomnikiem osła. Zaparkowaliśmy pod starym drzewem oliwnym, nieopodal tłoczni.

Facet w fabryce nieco się zdziwił, nawet musiał oderwać się od telefonu, by cudzoziemcom sprzedać ćwierć litra oliwy. Biorąc pod uwagę nazwę miasteczka mógł to być równie dobrze święty olej.

Deep South

W drodze na West Coast, zahaczyliśmy o South i od razu zaryliśmy się w kilometrowym korku. Ci w strojach pod górę, ci z kajakami w dół, sznur aut i gwardia republiki zamykająca przepełnione plaże.

I nie chcieliśmy już południa, i atrakcyjnych grot, które windows ustawia na tapety. Chcieliśmy znowu szosy N268, szosy N120 i N267.

1 Comment

Dodaj komentarz