
Michał Krasucki, Warszawskie getto. Pomiejsce, Międzynarodowe Centrum Kultury 2025
1.
Miastobójstwo. Celowe i zaplanowane obrócenie ludzkiego siedliska w perzynę, tak aby uniemożliwić w nim życie i przeżycie. Ten opis doskonale pasuje do losów Dzielnicy Północnej, ale odnajduję go w artykule o sytuacji w Gazie. Miastobójstwo jako element ludobójstwa.
Nie da się uciec, bo ciągle jest w tle. Czytanie o getcie w czasach Gazy. Kiedy propaganda zaprzecza (a warszawska instytucja chroniąca pamięć getta organizuje wykład o dzielnych chłopakach i dziewczynach z IDF), pozostaje pamięć zdjęć. Przeglądam jedne i drugie, różniące się o osiemdziesiąt lat. Ścieżki biegnące wśród nasypów z gruzów, które są grobowcem mieszkańców. Jakie rośliny porastają rumowiska Gazy? Czy także kosmosy?
Fetysz pamięci – kiedy zbytnio skupiamy się na domkniętej przeszłości, żeby dojrzeć dzisiaj.
Noworodek duszony poduszką przez położną w mieszkaniu na Krochmalnej. Wcześniaki odłączone od aparatury na oddziale neonatologii szpitala w Gazie.
2.
Dostrzec. Książka Krasuckiego jest przedziwnym przewodnikiem. Oczywiście zwraca uwagę na miejsca, których znaczenie jest jasne – zachowany mur na Siennej, ostańce gettowych kamienic, kopiec na Miłej, ale równie ważne są dla niego ślady na pierwszy rzut oka niezauważalne: wybrzuszenie ziemi na trawniku, topografia skweru, układ chodników, płot, który wyrasta za stacją beznzynową, ulica Smętna oddzielająca cmentarze, właz do kanału na podwórzu.
Jakby w infrastrukturze miasta: torach, instalacjach, brukach, pozostała dodatkowa warstwa bólu.
Warszawa cierpi na rywalizację pamięci. Nie jest tak, że powstanie czterdziestego trzeciego kończy historię Dzielnicy Północnej – są jeszcze egzekucje w ruinach, o których pisze Mrowiński.
Nakładam na to miasto własne miasto, osobistą warstwę, wiedzie przez nie sto osiemdziesiąt. Koło Umschlagplatzu jest rossmann, w którym robiłem zakupy na początku zarazy.
3.

Burakowska. Ten fragment jakoś zapada w pamięć. Może dlatego, że ulica kojarzy mi się wyłącznie z pyszną bezą albo że pasjonują mnie ledwo uchwytne ślady kolejowe.
Bocznica z Umschlagplatzu do Obwodowej. Jej przebieg można dostrzec w geoportalu jako strefę demarkacyjną między grodzonymi osiedlami. Już nie pomiejsce, ale niemiejsce.
Trzysta tysięcy imion w wąskim ogrodzonym wąwozie. Maleńki wycinek cierpienia. Na rozstaw szyn.

(Wybieram się wieczorem z Żoliborza Egzaltowanego. Jest nieczerwcowo chłodno. Niemiejsce trudno dostrzec, nawet ogrodzenie zarasta zielenią. Śladem linii są drzewa samosiejki. Obok można przyjść na paznokcie.
Jeśli działkę przedłużysz w kierunku getta – po dwóch metrach tory wpadną w piaskownice, w której dzieci zostawiły sprzęty budowlane. W kierunku kolei – w stację gazu z przełomu wieków, ten jeden nieoświetlony zupełnie zakręt ulicy prowadzącej z Arkadii. Kłopot.)
