
Transmisja live z własnego życia
Poproszę siedem różnych kanapek i siedem różnych muffinów – mówi pani przede mną w kolejce po kawę, którą właśnie opuszczam, podjąłem decyzję (siedem razy szczypcami do siedmiu różnych torebek kanapki, siedem razy szczypcami do siedmiu różnych torebek muffiny).
Z tą liczbą siedem mogłaby mieć coś z wróżki albo z apokalipsy.
Natarczywe wróble czekają na siedem okruchów z każdej z siedmiu kanapek. Już wiosna, pora ćwiergolenia a meteorolodzy stawiają błędne prognozy. Na wróble szczeka samojed. Smycz napina się prawie o stolik. Kupiłem tę kawę później.
*
Panie na basenie pokazują sobie groby. Tu piękna złota róża – chwali się jedna drugiej.
Wczoraj trafiłem przypadkiem na egzekwie ekspedientki z samu. Wszystkie kasjerki siedziały w kościelnych ławkach, odruchowo przesuwając towary. Po mszy w trawie buszował jeż: niewykluczone, że to właśnie ona.
*
Obudziła nas pierwsza wiosenna osa, wpadając przez balkon do sypialni. Zupełnie niepoetycko to brzmi.
Różowowłosa dziewczyna pod sąsiednim blokiem podlewała szlauchem bratki w betonowych śmietnikach.
*
Dwadzieścia osiem stopni. Niebywały o tej porze tłok w autobusach. Nerwowość charakterystyczna dla świąt. Jakaś dziewczyna, wygląda jakby miała zemdleć, ogląda film, rozpływa się w hałasie. Typ w garniturze, fizys sutenera, krzyczy do niej: k..wa, co to za wiejskie zwyczaje puszczania na głos. Garnitur pachnie wielkim miastem.
Wjeżdża trójka dzieci na różowych wrotkach. Przepycham się koło staruszka, który pod pachą tuli jorka.

Dziś pewna pani przez 12 minut wybierała jeden idealny kawałek polędwiczki wieprzowej z 7miu…..
PolubieniePolubienie