dziennik 18/25

Edvard Munch, Wiosenna orka, 1916, źródło: (c) Muzeum Muncha w Oslo

O znikaniu w marcu

1.

Moje ponowne zniknięcie z insta i fejsa przyjąłem ze stoickim spokojem. Rok temu opisywałem je jako utratę siebie, tym razem raczej odczułem ulgę, że to już. Oddaliśmy życie jakiemuś monstrum, a przecież jego trwałość jest też w zasadzie ulotna. Jeden klik i nie ma cię, nie było. Nawet twoje najdoskonalsze zapiski widoczne są dwadzieścia cztery godziny i tylko osobom wybranym przez monstrum.

Takie życie nie przetrwa, nie to, co metryki.

2.

Księga parafii Parczew z początku XIX wieku ogranicza się do informacji najprostszych, trochę jak średniowieczne nekrologi. Dopiero wyobraźnia potrafi budować historię. Tyle właśnie z nich zostało, nie terabajty zdjęć, ale dwa wiersze z atramentu.

Lato, kiedy zabrakło dzieci

W roku 1821/22 prawie jak nie było zimy (…) Powszechną prawie była obawa, że po tak lekkiej zimie zjawią się na wiosnę choroby i wielka śmiertelność ludziom zagrażać będzie, jednakże wiosna nastąpiła bardzo wcześnie, zboża wzrosły i dojrzały z początkiem lata i żniwa już się w czerwcu rozpoczęły” [1]. Rzeczywiście, latem 1822 do wsi Kostry przyszła Śmierć. Zjawiła się w lipcu u Korzeniowskich i czternastego zabrała dziesięcioletniego Franciszka, potem u sąsiadów Kuźmiaków jedenastoletnią Franciszkę, znów u Korzeniowskich czteroletnią Józefkę. Siedemnastego wzięła Bartka od Kuźmiaków, lat dwanaście i wróciła jeszcze po Mariannę Korzeniowską, lat osiem, jak odczytuję.

Uspokoiła się nieco, ale jeszcze w sierpniu dawała o sobie znać, a ostatnie dziecko z Kostrów odeszło na początku października. Wiek później nikt już nie znał tej historii, dzieci straszono wilkiem, co porywał do Czarnego Lasu.

3.

Wszystko, co piszę, to tylko próba ocalenia. Trwałość atramentu okazuje się mocniejsza od chwiejności cyfrowych serwerów.

Przypisy:
1. „Dwie zimy: 1821/22 – 1829/30”, „Czas” 1866 r., za: Marta Zielińska, „Pogoda w czasach romantyków”.

1 Comment

Dodaj komentarz