
Agnieszka. Fragment sięgający w głąb w barok
Wystarczyło dołożyć jeden puzzel: z archiwum stanu cywilnego w R. most pomiędzy Tomaszem, znanym tylko z imienia, a Grzegorzem, zupełnie zapomnianym i jego żoną Agatą o nieznanym do tej pory nazwisku. Zaraz w mojej kolekcji całkiem nowa rodzina, podrząd, rząd – gubię się w tej systematyce. Zamieszkali przez wieki w mieścinie o nic mi niemówiącej nazwie.
Układam ich parami. Kobiety zwykle Marianny, mężczyźni, idąc od Agaty: Antoni, Piotr, Błażej, Marcin, Tomasz, Adam, Marcin. Pod lupą ich szczękoczułki, pożółkłe metryki.
Kolejne wojny omijają oppidum Ostrów Lubelski. Kolejni plebani gęsim piórem zapełniają wąskie karty. Widać jak kształceni: obok starannej łaciny, bazgroły jak w zeszycie Dziecka. Oszczędność wiadomości (chyba że umrze pleban albo organista), suche, żółte fakty. Kleks na literce. Ruch ludności mizerny. Zamiast narodzin chrzty, co upraszcza sprawę, dzieci nieochrzczone w limbo, nawet tym z papieru.
Tylko jeden raz kształt wpisu się zmienia. Pleban zapisuje po polsku w księdze zgonów zdarzenie z siedemnastego wieku (tam, gdzie zna formułki wraca do łaciny):
25 Augusti. Przywieziono
z Nadrybia chorą dzie
wczynkę natoż mieysce
do Obrazu Matkiey Boskiey
na imię Agnieszka pra
cowitego Bartłomieja Is
kierka, mortua e 2nda
die sepulta in cametrio
Parlis Eccleae Ostrowiae

Malarstwo barokowe zmienia umysł
PolubieniePolubienie