dziennik 64/24

Bill Brandt, Poranne gazety, 1936, źródło: facebook.com

Ochłodzenie

1.

Ochłodzenie. Nachodzenie ciemności. Mgła okrywa żurawie i robotników na ostatnim piętrze budynku za oknem. Rozpryski historii miłosnych. Dziecko nuci „Miejcie nadzieję”, Dante wprost przeciwnie.

2.

Czytanie „Miłosza w Kalifornii” uświadamia, że utraciliśmy język do rozmawiania o rzeczach zasadniczych, a może nawet i chęć takiej rozmowy. Nasze istnienie stało się tymczasowe jak memy i rolki.

Zasadnicze jest tak rzadkie, że z łatwością mogę wymienić prawdziwe rozmowy z ostatnich lat, takie, w których o coś chodziło.

Rozmów i spacerów: tego mi braknie.

3.

Najbardziej w tamtej władzy nienawidziłem granicy. Tego jak można ludzi traktować nieludzko. Należę bowiem do tych poje..w, którzy wierzą w prawa człowieka, a nie mielonkę wojny.

Na rocznicę wyborów (a w dzień po nich, ja naiwne duże zwierzę, wybrałem się do pracy w stroju galowym, myśląc, że to koniec) nowa władza przedstawiła projekt zawieszenia prawa do azylu.

Niczym się nie różnią. Twarze J.K. i D.T. zlewają się w jedną.

4.

Czy ci ludzie płonący, przypięci do szpitalnych maszyn, usiłujący zaczerpnąć ognia jak oddechu (październik dwa cztery, szpital polowy w Gazie) nie są tacy sami jak płonący w stodole (lipiec cztery jeden, mała miejscowość J. na Podlasiu)?

Patrz, jakie ludobójstwo jest względne.

5.

A więc emigracja wewnętrzna, to nam pozostaje?

1 Comment

Dodaj komentarz