dziennik 63/24

Karl Schmidta-Rottluff, Spacer, 1923, Bruecke Muzeum, Berlin, źródło: instagram.com

Istnienie imion

W ciepłe październikowe południe szkolne wycieczki na Trakcie Królewskim nie mają pojęcia o moim istnieniu. Oczekując na pieczeń rzymską, jestem stróżem mojej ulicy, uważnym nieczułym obserwatorem.

.

Każdy, kto choć raz spróbował przeszukiwania metryk i doznał radości znajdując znajome imię, pasujące do układanki jak zabłąkany puzzel, wie już, że nasz świat jest ułudą.

.

– Co to za imiona? – pyta G. – przecież to kłamstwo. Bracia, siostry, kuzyni, oni istnieją. Spotykam ich na targu, mówią dzień dobry. Tamtych natomiast nie znam. Są czystą możliwością.

.

Krótka jest przerwa na wymodlenie ulgi w Czyśćcu, jeśli się w niego wierzy.

.

Nasi bracia mormoni, pracowite pszczółki, przywracają z niebytu kolejne imiona, aby mógł je zbawić American Jesus. Umarli umarli, nie ma po nich śladu prócz zapisu, którego dokonał wikariusz. Linie atramentu: w nich ich całe życie.

Dodaj komentarz