
Istnienie imion
W ciepłe październikowe południe szkolne wycieczki na Trakcie Królewskim nie mają pojęcia o moim istnieniu. Oczekując na pieczeń rzymską, jestem stróżem mojej ulicy, uważnym nieczułym obserwatorem.
.
Każdy, kto choć raz spróbował przeszukiwania metryk i doznał radości znajdując znajome imię, pasujące do układanki jak zabłąkany puzzel, wie już, że nasz świat jest ułudą.
.
– Co to za imiona? – pyta G. – przecież to kłamstwo. Bracia, siostry, kuzyni, oni istnieją. Spotykam ich na targu, mówią dzień dobry. Tamtych natomiast nie znam. Są czystą możliwością.
.
Krótka jest przerwa na wymodlenie ulgi w Czyśćcu, jeśli się w niego wierzy.
.
Nasi bracia mormoni, pracowite pszczółki, przywracają z niebytu kolejne imiona, aby mógł je zbawić American Jesus. Umarli umarli, nie ma po nich śladu prócz zapisu, którego dokonał wikariusz. Linie atramentu: w nich ich całe życie.
