
Michele Mari, Ty, krwawe dzieciństwo, tłum. Katarzyna Skórska, Czarne 2024
W ćwiczeniu otwierającym szkolenie należało uzupełnić zdanie chciałbym napisać książkę o…. Duża część uczestników odpowiedziała: o swoim dzieciństwie. Ma rację Michele Mari: Tak, prawie wszystko jest już tam (s. 140), w pamięci.
Nie, nie będzie teraz wspomnień o otwieraniu przewiązanej czerwoną wstążką paczki od Mikołaja z plastikowymi wyścigami konnymi i piernikowym biskupem; o niebieskim polonezie (może był to fiat 125p?) wynagradzającym zastrzyki; o samochodzie poruszanym dźwiękiem, Gwiazdka, zdaje się, osiemdziesiąt osiem, który zepsuł się od razu ku rozpaczy mojej mamy. Prawie wszystko już jest tam. Ciągle popadam we wspomnieniowy ton.
Mari w opowiadaniach przygotowuje indeks swoich książek, czasopism, komiksów i zabawek. Dopowiada ich fantastyczne historie jak choćby cudowną baśń o układaniu puzzli. Próbuje oswoić dorastanie i porzucanie.
Do tej pory była to domena opowieści dla dziewczynek. Odrzucona lalka (przecież wyimaginowane dziecko) odchodzi od swojej niewdzięcznej właścicielki (por. filmik na przeźroczach „Dwie mamy lali Brygidy” albo odcinek 61 „Maszy i niedźwiedzia”), symbolicznie zabierając ze sobą beztroskę dzieciństwa. Mari opowiada o samochodzikach, klockach i książeczkach. One też okazują się posiadaczami duszy.
Dzieciństwo autora, nawet jeszcze moje dzieciństwo, wypełniała policzalna liczba rzeczy. Mogliśmy nawiązywać z nimi bliskie relacje, opowiadać historie misiów i resoraków. Dopiero teraz zabawki zyskały przewagę, osaczając dzieci w ich pokoikach, podobnie jak nas – w czasach dostatku – osaczyły książki, ubrania i serwisy do kawy.
(Przebłysk. Noc na stacji zachodniej, pierwszy miesiąc wojny. Do stoiska z herbatą i kanapkami podchodzą rodziny bieżeńców. Wyciągamy pudła po bananach z darowanymi maskotkami. Wymęczone podróżą dzieci wyszukują w nich kotków i misiów. Ciekawe na jak długo zapamiętają ten moment?)
