dziennik podróżny 16/24

Dziennik z ósmej podróży do Portugalii. Drugi

Pobożny owoc dynastii

Żywoty świętych. Joanna

Jak to w bajce bywa królewna umarła (w opinii świętości). Oto komnata, w której wyzionęła ducha, wymalowano w niej jej żywot. Oto sarkofag, ozdabiają go świeże kwiaty. Oto pobożny owoc dynastii, który hojnie obdarowuje cudami poddanych. (Wiek osiemnasty: sceny powtarzają się, ale w innym sztafażu, królewna nosi wówczas modną perukę).

Ponieważ cuda ustały (czy ustały cuda, czy wiara w cudowność?), święta trafiła do miejskiego muzeum, bądź – nigdy nie wiadomo –  muzeum cudownie znalazło się wkoło niej.

Żywoty Joanny Aviz i Jadwigi Anjou są do siebie podobne. Ta sama epoka. I tu, i tu pokazują krzyż, który do nich przemówił. Pierwsza była regentką, druga – królem. Kult wśród ludu utrzymał się przez wieki mimo braku kościelnego potwierdzenia. Joanna nigdy nie została świętą, Jadwiga dopiero pod koniec ubiegłego wieku.

Wdowiec Mangada [1]

Ta quinta ma dziewięćset lat. Należę do siódmego pokolenia jej właścicieli. – Elegancki człowieczek oprowadza po żółtym pałacu na wzgórzu. – W bibliotece posiadam książki we wszystkich językach świata – dodaje z egzaltacją. A. od razu go nie lubi.

(Spada nam zasłonka od prysznica. Sam prysznic brzmi jak wiertarka. Łóżko Dziecka okazuje się chrome).

Kiedy oddaję klucze zjawia się kobieta, która podaje śniadania. Ma kuku na muniu – pokazuje mi na migi.

Fado

W restauracji w Nazaré kelnerki mają kresowy zaśpiew z Angoli albo Mozambiku. Przez wąską szczelinę obserwują melancholijnie Ocean: na nabrzeżu tłum wybiera chińskie zabawki i smutne ryby ze szkła.

Usnął John Donne

Nagrobki. Henryk Żeglarz

Usnął John Donne, usnęło wszystko wokół – przychodzi do mnie wielka elegia Brodskiego [2] i zmienia imiona. Henryk Żeglarz. Znad horyzontu dłonie złożone jak w żagiel, prowadzą okręty. Żaglowiec w porcie zasnął.

Pisze Pessoa, że morze Portugalczyków jest zwierciadłem nieba [3].

Antonio da Silva Magalhães fotografuje w 1884 roku

Nie napisał prawdy w swoim ogłoszeniu (nauczyłem się już fotografować dzieci i zapraszam do swego zakładu rodziców w celu uwiecznienia pociech). Dzieci nadal kręciły się niecierpliwie i wychodziły na szklanych płytkach rozmazane. Grzeczniejsze okazywały się te starsze (dwie dziewczynki, jedna z nich przypomina moją babcię ze zdjęcia po wojnie, ufnie patrzą w obiektyw).

Tomar liczył wówczas blisko trzydzieści tysięcy mieszkańców: całkiem spore miasto. A mimo to pasują mi do pana da Silva Magalhãesa „Nieprzezroczyste” [4].

Jedna z nich przypomina moją babcię

Z Fatimy

Najpierw na kolana trafia matka i dwójka dzieci. Ojciec filmuje jak suną po rozgrzanej tafli, ruch łydek i stóp. Nie nałożyli jak inni watowanych ochraniaczy. Ujęcie jest długie. Odprowadza ich wzrokiem do bazyliki, potem sam klęka na skróconym dystansie. Po kilku metrach dziewczynka zaczyna skakać jak żabka. Potem znikną w tłumie, nie wiem czy dotarli.

Sami zajmujemy się topieniem świec w miejscowym krematorium, nie opłakując należycie bezpowrotnie utraconej pobożności.

Cacuszko

To była epoka odjechanej architektury. Szalony Ludwik Bawarski kazał wybudować Neuschwanstein, przejął go potem Disney do czołówki, Wyspiański planował przebudowę Wawelu a Plečnik wielką wieżę Babel nad lublańskim zamkiem. Nieopodal Sintry Gaudi rysował nieokiełznane kształty Sagrady.

Tutaj, na cyplu Europy, dwór nie był gorszy, oddawał się z zapałem rozrywkom i mrzonkom: pałace i rezydencje nabierały fantastycznych kształtów – mauretańskie mozaiki, manuelińskie kolumny, angielskie różyczki. Nie dostrzegli nawet, że epoka błyskawicznie zbliżała się do końca. Karola dopadli zamachowcy, Manuel ustąpił z pięknego widoku w swoim gabinecie: jeśli dobrze się przyjrzysz, dostrzeżesz Lizbonę.

Sintra ma w sobie to, czego nie znoszę w podróżowaniu: Każdy miał przy sobie aparat. Ludzie kręcili gałkami, wymachiwali światłomierzami, krzyczeli do rodziny i przyjaciół stojących na górze, aby rzucili im nowe filmy, przewalali się tłumnie po zboczu jak fala, ślizgali, spotykali, na wpół przewracało w lawinach rdzawej darni [5].

Epoka odjechanej architektury

Drugie królestwo

Z królestwa Portugalii wczesnym wieczorem wyjeżdżamy do królestwa Algarve. Granicę łatwo wypatrzeć, przebiega w Zatażu [6]: temperatura rośnie, krajobraz południeje, ziemia żółknie, drzewa natomiast nabierają świeżej zieleni, inne światło.

Najważniejsza różnica leży gdzie indziej. Drugie królestwo istnieje w stanie lotnym, jest zapachem.

 

 

Przypisy:

1. Por. Sylvia Plath, „Ta wdowa Mangada”;

2. Brodski w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka;

3. W wierszu „Portugalskie morze”;

4. Por. Agnieszka Pajączkowska, „Nieprzezroczyste” (tutaj);

5. Sylvia Plath, „Pięćdziesiąty dziewiąty niedźwiedź” w przekładzie Agi Zano;

6. Tak chcą nazywać Alentejo autorzy jednego z przewodników po Portugalii.

1 Comment

Dodaj komentarz