
Andrzej Bilik, Belgijskie spotkania, Krajowa Agencja Wydawnicza 1980
Zaczyna się od poematu opublikowanego w prasie warszawskiej w 1878 roku przez niejakiego Henryka Merzbacha, autora zupełnie zapomnianego, co nie może dziwić, biorąc pod uwagę wersy ku czci Belgii. Mógłby ów poemat stanowić polemikę z „Biedną Belgią” Baudelaire’a, tyle że „Biedna Belgia” w całości ukazała się dopiero po II wojnie światowej.
Andrzej Bilik, co stwierdzałam ostatnio, nie był wielkim reportażystą. Nie przeszkodziło mi to, aby szperać na allegro w poszukiwaniu jego kolejnej książki. Tomik belgijski, wcześniejszy od francuskiego, jest napisany gorzej niż ten drugi, tu i ówdzie wciska się propagandowy ton, zwłaszcza, gdy pisze o towarzyszu Gierku.
Czytam „Belgijskie spotkania” w Belgii i siłą rzeczy zastanawiam się, co aktualne jest czterdzieści cztery lata później. Parę rzeczy pozostaje niezmiennych. Wprawdzie nie słyszałem o flamandzkich terrorystach, ale spór Flandrii i Walonii – mimo rozwiązań konstytucyjnych z końca ubiegłego wieku – wcale nie ustaje. Wzajemne anse nie mają końca. Król Filip nie ma w sobie charyzmy stryja Baldwina. Nigdy nie mogę pojąć, co właściwie trzyma Belgów razem, skoro ani katolicyzm, ani Kongo.
Na potwierdzenie słów Bilika, że bycie burmistrzem jest w Belgii równie cenione, co bycie ministrem, na mojej konferencji przemawia burmistrz Antwerpii, uprzednio pełniący, bez sukcesów, obowiązki premiera federalnego.
Równocześnie Bilik nie zauważa skłonności Belgów do biurokracji, umiłowania budowlanki (ciągłego wyburzania, remontowana i skłonności do brzydkiej architektury, która wypiera lepszą), nie wspomina ani o arystokracji, ani o kolonializmie. Podoba mi się za to, że tłumaczy nazwy ulic, czyniąc Brukselę jeszcze bardziej swojską.
W zanadrzu ma parę historyjek godnych przedwojennego bedekera. Moja ulubiona dotyczy pól pod Waterloo, które należały (czy jeszcze należą?) do potomków księcia Wellingtona.
Kończę „Belgijskie spotkania” gdzieś ponad Niemcami a kiedy je odkładam, potwornie chce mi się o Belgii jeszcze więcej napisać (patrz: kolejny dziennik podróżny).
