Czterdziesta czwarta Wielkanoc

1.
Mam z dziesięć lat i pracowicie przepisuję przepisy z różnych karteluszek poplamionych masłem.
Mam dokładnie czterdzieści cztery lata i skwapliwie wybieram na hali bakalie: płatki kokosów, kosteczki papai, rodzynki cesarskie.
Nie wiem, kiedy pojawił się u nas, ale zawsze wzbudzał entuzjazm. Rozsyłam w pracy przepisy.
Pisze mi P.: w kwietniu 2020 przesłałeś mi to zdjęcie [tutaj zamieszczone – Dz. U.] i co roku go robię. Ma ksywkę u mnie „mazurek pandemiczny”. Jestem tak stary, że wzruszam się mazurkiem. Ciasto jako nośnik pamięci.
2.
Wielkopostne rekolekcje.
Czym jest post – uczymy się w Omanie, oczekując zachodu słońca, żeby zjeść kolację i napić się kawy. Nasza niewymagająca religia zupełnie nie potrafi tego pojąć.
3.
Wielki Piątek opowiada o bezradności (kazanie z Gdańska).
4.
W pieśniach wielkanocnych przychodzi do mnie W., zupełnie bezradna jej śmierć którejś przedwczesnej jesieni. Opowiada o innych skalach niż te używane dzisiaj. Słucham jej uważnie. Potem uczę Dziecko: Chrystus zmartwychwstan jest.
Nie mogę się doczekać, kiedy zmartwychwstanie W. i jeszcze kilka innych osób, których mi brak.
5.
Na Wyżynie obudzone żaby usiłują przejść na drugą stronę drogi: od forsycji do wierzb. Ślady ich męczeństwa błyszczą w wielkanocnym słońcu.

6.
Zabić Żyda złodzieja – apelują do Piłata mieszkańcy Wyżyny w roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym pierwszym po Niedzieli Palmowej i osiemdziesiątym drugim od wielkiego polowania.
