dziennik 60/23

Kadr z filmu „Amadeusz”, reż. Miloš Forman, 1984, użyty na okładce książki wyd. Penguin pod tym samym tytułem

Notatnik na początku grudnia

1.

Na Nizinie warstwa śniegu zbyt cienka. Przy którymś zjeździe sanki wbijają się w liściastą, pod spodem, jesień. Niedoścignione jest pół metra na Wyżynie, ale wiesz, że nie o śnieg chodzi, tylko o Kiedyś.

2.

Po raz pierwszy oglądałem „Amadeusza” będąc Mozartem. Za drugim razem zdaje się tak samo. Rękami i nogami opierałem się przeciętności, aż poczęło mnie koić błogosławieństwo Salieriego. Oglądam bez żalu, ja, Antonio Salieri, urzędnik średniego szczebla.

W wersji reżyserskiej jest jednak za dużo nut. Jeśli dobrze się przyjrzeć to film o Konstancji, nie tak bardzo o Wolfiem.

Oglądam z Dzieckiem. Teraz ono jest Mozartem.

3.

Emerytowany inżynier należał do korespondentów urzędu, w którym pełniłem funkcję, podobnie jak rzekoma dogaressa z blokowiska, na którym mieszkałam w dzieciństwie oraz gromadka zaangażowanych żydożerców. Inżynier wyróżniał się. Wystukiwał swoje memoranda na maszynie. Rozmnażał ich załączniki, które były pismami kierowanymi do innych adresatów. Liczba pism rosła więc wykładniczo. Wyobrażałem sobie emerytowanego inżyniera jak układa fraktale korespondencji. Na dodatek pisma inżyniera były, co rzadkie, dość rzeczowe. Jeden wyimek z nich zapisałem sobie w telefonie:

Sprawa z pozoru banalna dotyczy następujących zagadnień:

1) Stosunków polsko-egipskich
2) Stosunków polsko-żydowskich
3) Stosunków polsko-litewskich
4) Stosunków polsko-tatarskich
5) Stosunków polsko-niemieckich
6) Stosunków polsko-czeskich
7) Stosunków polsko-słowackich
8) Stosunków polsko-chorwackich
9) Stosunków polsko-kanadyjskich
10) Stosunków polsko-amerykańskich
11) Stosunków polsko-meksykańskich
12) Stosunków polsko-czilijskich
13) Zatruć.

4.

Po czterech latach, w czasie których, zdarzyło mi się być i tutaj kronikarzem zarazy, spotkałem się z zarazą osobiście. Była to wersja zarazy oswojona społecznie, ale wciąż nieprzyjemna. Nigdy dotąd nie uważałem, że droga z łóżka do kuchni może być tak trudna i najeżona przeszkodami. Zresztą, po cóż właściwie iść do kuchni, skoro kuchnia to kwestia smaku, a ten właśnie straciłem.

2 Comments

  1. Smak stracony, ale nie na wieczność, za to pióro ostre, oko bystre i puenta na miejscu. O drodze wyboistej i najeżonej przeszkodami, choć z kuchni do pokoju i z powrotem wiem nazbyt dobrze. Tym bardziej kibicuję, trzymam kciuki i… Zdrowia życzę, trzymaj się ciepło lub tak jak lubisz.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do 5000lib Anuluj pisanie odpowiedzi