księgarnia 75/23

Konarzewski, 1987, źródło: postermuseum.com

Bartosz Żurawiecki, Ojczyzna moralnie czysta. Początki HIV w Polsce, Czarne 2023

Znowu o sobie:

Mam siedem lat. W telewizji mówią albo w „Kurierze” piszą o przypadku AIDS w Stalowej Woli. Wiem, że to niedaleko i ogarnia mnie straszny lęk, że mogę się zarazić. Drzwi do przychodni i apteki otwieram plecami albo łokciem.

Mam osiem lat. Jesteśmy na wczasach w Karl-Marx-Stadt, nocujemy w akademiku dla cudzoziemców, gdzie można spotkać studentów z bratnich państw, takich jak Angola albo Wietnam. Wszystko jest nieczyste. Nieczyste myśli i nieczyste rzeczy, przez które z prześcieradła może przedostać się wirus i z których się trzeba spowiadać.

Mam dwanaście lat. Zgłaszam się do referatu z bioli. Przepisuję z encyklopedii kilkanaście stron o HIV/AIDS. Na zawsze zapamiętam mięsak Kaposiego. Tego roku umiera Freddie Mercury.

Dopiero teraz o książce:

Zwykle wszystko sprowadzam do wniosków na temat Polski, ale tutaj – na przekór autorowi – uogólniam. „Ojczyzna moralnie czysta” jest reportażem o tym jak społeczeństwo reaguje na pojawiające się nagle i nie do końca rozpoznane zagrożenie, na zarazę, przy czym całkiem świadomie używam tego określenia, tak jak używałem go w czasie pandemii Covid-19, bo nie chodzi o zjawisko medyczne, ale kulturowe, ba, w pewnym sensie metafizyczne. Szybko przecież wkrada się w rozważania o chorobie język czystości i nieczystości, grzechu i kary, wreszcie napiętnowania i odizolowania. Lęk przed hifowcami uruchamia zakodowany w ludziach strach przed morowym powietrzem.

Oczywiście można przypuszczać, że katolicyzm w wersji polskiej wzmagał lęki, ale sam mechanizm nie jest wyjątkowy, nie jest jakąś polską specjalnością.

Istotne jest za to to, że książka Żurawieckiego stanowi kolejną rekonstrukcję polskich lat dziewięćdziesiątych. Z jednej strony prokreacja na początku tamtej dekady nie jest tak totalnie kontrolowana przez biskupów, choć można dostrzec jak krok po kroku, kościół cierpliwie narzuca swoją władzę. Znów wydaje się, że papieska wizyta w 1991 roku była nieco przeoczonym czy źle zinterpretowanym wydarzeniem w kościelnym marszu po kontrolę społeczną. Z drugiej strony – nowy język do opisu rzeczywistości dopiero powstaje: tolerancja nabiera odcienia afirmatywnego i staje się podejrzana. Przez kilka kolejnych lat kazania i katechezy będą starały się ją za wszelkę cenę obrzydzić.

2 Comments

Dodaj odpowiedź do kozmo Anuluj pisanie odpowiedzi