
Północny
Liczymy wracające cmentarne autobusy, ale przy dwudziestym ce wysiadamy. Dzień jest ciepły, wrześniowy, taki jak się często zdarza w czasach katastrofy. Tłum dopiero narasta, wysypuje się z kolejnych ce, obsiada chryzantemy.
Czasem prawie łokciami. Wpadają w nas cudze rozmowy: tutaj pochowamy babcię a potem mnie, żeby ci było wygodniej nas odwiedzać – mówi do córeczki jakaś mama. Babcia tylko słucha. Po-cho-wa-na-bę-dę – prowadzą jakąś inną pod ramiona, jakby oswoić chcieli miejsce.
Nasłuchiwanie, co żywi, co umarli.

Do dziadków w prawą alejkę koło tego anioła co ręki nie ma. A nie tam była figura pani co przysiadła na grobie męża i po skosie….
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aż będzie o tym kolejny wpis:)
PolubieniePolubienie