
Marcin Kącki, Chłopcy. Idą po Polskę, Znak 2023
Mój wewnętrzny głos napomina mnie, że czytam książki o bieżącej polityce, zamiast uciekać w tekst jak zwykłem robić. Emigrować wewnętrznie do krainy korwinistów mogą tylko szaleńcy. Przyznam się, że postanowiłem czytać przed piętnastym książki o bieżączce, to mój jesienny czelendż #księgarniawyborcza.
Najpierw jest oświecenie. Przynosi je motto z Jacka Kuronia: demokracja gwarantuje, że nie będziemy rządzeni lepiej, niż na to zasługujemy.
Aż do przedostatniego rozdziału „Chłopcy” są pogodną książka. Gwarantuje to Kącki, piszący ironicznie czy nawet sarkastycznie i do bohaterów mający sporo sympatii. A skoro polubiłem Wandę Wasilewską z biografii Lipińskiego, to trudno nie polubić mi Janusza Korwina-Mikke, polityka dość teatralnego. W stopniu obłudy i żądzy destrukcji, wszystkie dotychczasowe ugrupowania tegoż nie umywały się nawet do rządzącej Partii.
Bardzo trafna jest też analiza sytuacji lewicy (okolice s. 167), pogrążonej w polowaniu na czarownice we własnych szeregach, zajętej wygumkowywaniem każdego, kto dziś czy wczoraj nie spełnia zawyżonych standardów moralnych, specjalizującej się w wyszukiwaniu kolejnych mniejszości, których interesów należy bronić kosztem mniejszości większych. Przy czym – co wiemy z banieczki – takiej lewicy łatwiej potępić jakąś pisarkę za naśmiewanie się z niebinarności niż dyktatora mocarstwa za zbrodnie wojenne (mowa oczywiście o lewicy światowej, która w tym miejscu – dokładnie w Moskwie – z Korwinem może sobie podać ręce).
Strasznie jest dopiero na końcu. Bawiliśmy się dobrze przy przygodach Krula i jego przybocznych, ale technokratyczny Mentzen wsparty narodowcami to już nie są przelewki. Złowieszcza melodia z konwencji partii-która-ma-szansę-wejść-w-koalicję-z-Partią nie przez przypadek sławiła wcześniej ostateczne rozwiązanie. Zostajemy więc z Mentzenem i kartą wyborczą, choć z tyłu głowy cały czas brzmi Kuroń ze swoim nie lepiej.
Kącki skupia się na korwinistach, nieco na uboczu pozostają narodowcy. Historia skąd się wzięli i jak bardzo wspierała ich pewna kancelaria byłaby mniej śmieszna. Może doczytam ją w kolejnych książkach?

1 Comment