
William Faulkner, Światłość w sierpniu, tłum. Piotr Tarczyński, Znak 2023
Notatki do czegoś większego, co nigdy nie powstanie
1.
Nim skończyłem czytać, a może nawet nim zacząłem, A. podsunęła mi artykuł Anny Cieplak i Michała Krzykawskiego o czytaniu (1). Owszem, żyję z nadmiarem bodźców, owszem od dziecka skanuję testy i łapie się na ich zapominaniu. Zbieram wrażenia, dotknięcia słów. Narracja Faulknera, w zaiste świetnym przekładzie Tarczyńskiego, jest tekstem trudnym, wymagającym skupienia: czytanym w sposób długi. Może dlatego bliższy mi jest Hemingway: bardziej twitterowy niźli medytacyjny.
2.
Zresztą „Światłość w sierpniu” przychodzi do mnie wizualnie w postaci wykresu. Nie jest to oczywiście żadna teoria literatury: rozkład wątków na części pierwsze, raczej wyobrażenie. Nawet pytam J., czy da się w jej super hiper mega programach wygenerować wykres Faulknera, ale się nie da. W przybliżeniu przedstawia on różnej miąższości wgłębienia, coś jak zacieki na ścianie, schodzące od osi x (osi wydarzeń dziejących się w ciągu jednego tygodnia w Jefferson od przyjazdu do wyjazdu Leny Grove) w przeszłość.
3.
Nigdy nie byłem na tamtym Południu. Wciąż posługuję się tym, co przeczytalem u doskonałej fotografki Sally Mann (2): według niej duchowo Południe przypomina Europę. Stają mi przed oczyma cierpiące w czyśćcu dusze w kościołach Sycylii, Neapolu, Półwyspu Iberyjskiego, opowieści z Pobożna o bliskiej zagładzie.
Rzeczywiście, podobnie jest u Faulknera: głównym tematem, przewijającym się przez całą fabułę, jest grzech i jego konsekwencja: piekło. Lęk przed grzechem, jego piętno, które dostrzec można na ciemnej skórze lub skórze kobiety, wreszcie stopienie się w jedno grzechu i hierarchii społecznej, obsesyjna walka z grzechem – wszystko to tworzy dość mroczny krajobraz. Wyobrażenia piekła ściągają na bohaterów piekło za życia.
Och, katolicka Europa ze swoim czyśćcem, w którym da się jeszcze wszystko załatwić, jawi się jako kraina miłosierna, umożliwiająca dozgonną prokrastynację.
4.
Ze wszystkich bohaterów najbardziej znajomy wydaje mi się Percy Grimm. Dzwonią tacy, piszą, pobudzeni do obrony ojczyzny, na którą za późno, wciskają się w mundury i odgrywają sceny własnego nieistniejącego bohaterstwa. Dzisiejszy świat roi się od Percy Grimmów spełniających się w obrzydliwych komentarzach pod postami o uchodźcach albo w róznorakich formacjach religijno-zbrojnych: wojownicy Maryi, rycerze Jana Pawła, męski różaniec na placu Hoovera.
Wpisuję twój numer na czarną urzędową list, Percy Grimm, a i tak wciąż dzwonisz.
Przypisy:
1. Anna Cieplak, Michał Krzykawski, Pisać, czytać, uważać, „Dwutygodnik” 09/2023.
2. Sally Mann, Hold Still, por. tutaj.
