
(Zbigniew Herbert, 1991, źródło: ninateka.pl)
Obrona Herberta
Przestałem czytać. Stało się to tak zwyczajnie jak wówczas, gdy przestałem pisać. Co zaczynałem jakąś książkę odkładam ją po paru stronach zniechęcony. Dopiero zaintrygowany entuzjazmem M. przeczytałem na nowo – po pewnie dwudziestu latach (wskazywałby na to pożółkły papier) – „Silmarillion”, który teraz okazał się dość melancholijną wizją upadku świata, zupełnie różną od optymizmu Joachima z Fiore. Poza tym nic.
Uratował mnie, jak się wydaje, poeta Zbigniew. Co z nim teraz uczynili, chcąc pozyskać pod swoje sztandary kogoś naprawdę wielkiego, różnego od całej armii patriotycznych grafomanów, samozwańczych bardów, rzeźbiarzy orłów i krzyży, tudzież upiornych błaznów, którym przyznaje się nagrody i hojne dofinansowania, nie mogąc powiedzieć wprost, że to żaden spisek: ów wcześniejszy brak nimi zainteresowania, ale że na to zasługują: na milczenie wobec ich mierności i miałkości? Z Herberta wyłuskano trzy rzeczy: niechęć do Michnika, powtarzany bez końca wers o życiu wilka (cytowany aż do obrzydzenia tego pięknego układu słów jak – nie przymierzając – ukochany kraj, umiłowany kraj mistrza Konstantego w epoce jakże umysłowo podobnej do obecnej), wreszcie bądź wierny idź stosowany jako usprawiedliwienie dla mowy pełnej oszczerstw (bo w wykrzywionym zwierciadle teraźniejszości wierność sobie i wierność prawdzie zmienia się w atak na innych). Odarto go zupełnie ze Sieny i innych barw.
A przecież – utwory rozproszone właśnie tego dowodzą – był ponad to. Był człowiekiem horyzontów szerszych, niepewności drżącej, zachwytu nad rzeczami martwymi. Jeden z niewielu, może poza Brodskim, który miał dar melodii. Struktura jego wierszy jest sama w sobie arcydziełem. Tutaj, w utworach rozproszonych, jest jeszcze bardziej intymny: możemy zaglądać mu przez ramię – do zeszytów, do listów.
(…) a Sylvia z długą twarzą
jakby odbitą na fali w chmurze świetlnego
gazu wieszczy biedna opuszczona Pytia
Chcą z niego uczynić wieszcza narodowego, a on jest ponad to, ba, nawet o wiele ponad to, czym żył Jarosław (do którego zwraca się kochanie). W zacytowanym powyżej wierszu „Generacja” pojawia się Sylvia Plath, a nie Baczyński. To między innymi o niej pisze:
był między nami pakt tajemny jak niewyznana miłość
sąsiedztwo narodzin wspólne kalectwo doświadczeń (…)
łudziliśmy się że stanowimy forpocztę
że torujemy drogę do ziemi obiecanej.
Jest bowiem Herbert poetą światowym, poetą uniwersalnym i częścią tej wspólnoty się czuje. I nic tu nie zmienią ludzie, którzy, chcąc przydać mu pośmiertnej chwały, odzierają go z uniwersalności i stawiają na czele owej armii literackich i artystycznych nieudaczników, których łączy to, że głośno wołają „Naród!”
