będę bił brawo odmierzoną porcją
uśmiechał się na uncje marszczył brwi dyskretnie
(Zbigniew Herbert, Powrót prokonsula)
25.
Okienko
Zewsząd nadciągają szare blokowiska. Samolot coraz niżej. Ktoś z wielkich płyt ułożył domino. Nagle pośrodku klub FANTASTIKO.
Z zapisków prokonsula (1)
Prowincje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Zaraz, kiedy to było? Szosa jońska – mogłoby być wczoraj. Przez białe góry dzisiaj droga tracka, do owej ponurej prowincji, której stolicą Filipopolis.
Z zapisków prokonsula (2)
Filipopolis ukrywa się pod warstwą asfaltu i kocimi osiedlami. Podrostki na forum odpalają skręty. W restauracji Diana (bogini? księżniczka?) rżnie muzyka ludowa (cztery kanały w hotelowej telewizji na okrągło). Jedzą tu tłusto, cichaczem wymieniają imiona cesarzy.

26.
Z zapisków prokonsula (3)
To mógłby być lidl pomiędzy blokami dawno pozbawionym jakiejkolwiek fantazji. Melancholia, droga M., jest tu tysiąckroć większa niż w innej prowincji (Lublin poza limesem). Lidl okazuje się być małą bazylika. Na mozaice łania pragnie wody ze strumieni.
Zazdroszczę im w Tracji tylko jednego: że gdzieś pod spodem leży rzymskie miasto.
Zaklinacz kotów
Z samego rana, z mgły i mżawki wyłania się zaklinacz kotów. Otwiera sklepik, w którym litery pisane głagolicą i zaczyna grać na flecie.
Po kamieniach wybiegają oczarowane koty, jak koty – jedynie na chwilę.
Z cerkwi św. Konstantyna i św. Heleny
Po stronie prawej pierwsi ludzie spotykają Boga. Bóg ma na głowie problemy w kształcie wielkiego trójkąta. Oni bez wstydu zupełnie, choć płeć jeszcze znaczy niewiele. Po lewej stronie jest zamknięty ogród. Wówczas nie wiedzą, Adam i Ewa, co utracili na tych trzech ikonach.

O starych domach na wzgórzu
Stare domy pachną starymi domami. Stare schody trzeszczą starymi schodami. Stare panie z zakurzonych kantorków uchylają drzwi, choć stare domy zamieszkują jedynie stare krzesła. Tylko w jednej łazience udało się schwytać niebo.
Z zapisków prokonsula (4)
Próbuję opisać zapomnianą prowincję. Odnaleźć dla niej jedno obraz albo słowo. I oto bydło z malunków z Lascaux powraca na obrazach Złatju Bojadżiewa. Jakże archaiczne jesteś, Filipopolis!

Z zapisków prokonsula (5)
Napadali na nas – mówi wiceburmistrz i wymienia długą listę tych, którym się poddali ci z Filipopolis. Nie ma w jego głosie żadnego żalu. Raczej rezygnacja. W owej ponurej prowincji tylko rezygnacja, smutek kałuż.
Gry i zabawy urzędnicze
Pięcioma białymi autokarami uczestnicy konferencji zostają wywiezieni na wielki kwiz. W dusznej sali kinowej rozbawiony konferansjer, który sili się na słaby dowcip, zadaje pytania: ile osób zginęło w katastrofie?
– 262, proszę podnieść żółte karteczki.
– 280, poproszę niebieskie. Brawo!
27.
Okno
Oglądanie sztuki obniża poziom kortyzolu, napomyka prelegent, ale my dziś nie oglądamy sztuki. Wypatrujemy innych szarych wieżowców z szarego wieżowca. Cały dzień. Wszystko tutaj dzieje się w mianowniku.
Z zapisków prokonsula (6)
Postanowiłem pisać do Rzymu, pierwszego albo drugiego, skarżąc się na tutejszą kawę. Cóż za barbarzyństwo, w tym Filipopolis, że podają tylko z automatu nescafe,
taką, jakiej smakoszem byłem sam będąc studentem.
Ton elegijny
Do późna w nocy przeglądam wiadomości. Kemerowo. Jak wyjaśnić Dziecku, że Maszka nie żyje?
28.
Z zapisków prokonsula (7)
W białych korytarzach lotniska Sofia (co oznacza Mądrość) nawiedzają mnie nieczyste mocarstwowe myśli. Jest w nich potęgą moja daleka prowincja o drogach prostych biegnących po wielkiej nizinie. Miasto stołeczne o lśniących wieżycach, do którego wracam z ulgą,
nie porzucając wszakże tęsknoty za Rzymem.

1 Comment