
(Jon Kudelka (c), grudzień 2017, źródło: http://www.theaustralian.com.au)
To nie był rok czytania, podobnie jak to nie był rok wielu innych ważnych rzeczy. Ustalmy, że po prostu był.
Czytałem w dziwny sposób: fascynująca okazała się dla mnie lektura własnych dzienników, sięgających szkoły podstawowej. Ich bohater, którego – mimo wszystko – polubiłem, okazał się zupełnie inny niż go sobie zapamiętałem. Zawsze sądziłem, że był szczęśliwszy.
Potem czytałem w sposób uporządkowany, seriami, co i raz wtrącając a to coś związanego ze starożytną religią (jak choćby wspaniały „Dionizos Agathos Daimon” J. Rybowskiej), a to jakąś grubą lekturę studiowaną obok (jak „Lunatycy” Clarka opisywani w trzech częściach na blogu). Była więc literatura wschodnio- i południowo-europejska (z „Książkowych Klimatów”), reportaże o amerykańskiej religijności (seria amerykańska „Czarnego”), pyszne nowości z „Dowodów na Istnienie”, a potem – w listopadzie – z „Czarnego”. Do tego dwa pozostałe tomy tetralogii Knausgarda, choć już bez aż takiego zachwytu jak w zeszłym roku. Całkiem spory stosik – bo nie mieszczą się już w regałach – czeka za fotelem.
(A gdy tak czytałem, w międzyczasie miękko lądowaliśmy w zupełnie innym kraju, w którym lekturą tabu już nie będzie „Lolita” Nabokova – tło naszej portugalskiej podróży – ale Konstytucja).
Co było najważniejsze? Wybór jest czysto subiektywny: to już dawno przestał być blog z recenzjami, a zaczął być z życiem, namiastką życia (żyjesz swoim życiem – oburza się A., kiedy zaczynam pisanie albo czytanie). Może coś w tym jest, bo ciągnęło mnie do prozy. Wiele przyjemności, zarówno pod względem fabuły, jak i języka, dostarczył mi George Saunders w „10 grudnia” (tutaj). Na długo utkwiła mi też w pamięci „Piąta łódź” Moniki Kompanikovej (tutaj). Gdy zapisuję to zdanie, odkrywam nagle, że to, co łączy większość moich lektur to głęboki smutek i złe przeczucia (albo grecki fatalizm).
Największym poetą pośród reporterów pozostaje Jarosław Mikołajewski. Jego „Terremoto” (tutaj) nie dotyczy tylko Włoch, ale znów stawia pytania o sens ludzkiego życia. O różnicę pomiędzy owym greckim fatalizmem, o którym tyle czytam, a Opatrznością, która kpi sobie z pobożnych ludzi, zsyłając na nich plagi, o to, czy jest. Za to zupełnie poezji pozbawiony jest zapis rozmowy Modzelewskiego i Werblana „Polska Ludowa” (tutaj): wykład Realpolitik w kraju wiecznych romantyków. Można uznać, że za wiele w niej cynizmu a za mało duchowości, ale znakomicie otrzeźwia, jeśli ktoś jeszcze wierzy w idealistyczną politykę.
Sensacyjne, choć przeszło bez wielkiego echa, było, w mojej opinii, wydanie listów Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego „Wszystko jak chcesz” (tutaj): krok wyjątkowo odważny, z jednej strony – odbrązawiający uczucie zamieniane przez Jarosława w poezję i prozę, z drugiej – w sposób mało pochlebny ukazujący samego Jarosława (tutaj: naiwnego i nazbyt łapczywego, vide: Kevin Spacey). Czy coś innego zdoła opowiedzieć Radosław Romaniuk w drugim tomie „Innego życia”? O tym przekonam się już lada dzień.
