
(kadr z filmu „Brzezina” Andrzeja Wajdy na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, 1970, źródło: imdb.com)
Listów nigdy nie można brać na serio, bo są pisane pod wpływem chwili (s. 16) – komu jak komu, ale Jarosławowi raczej się w tej kwestii nie powinno wierzyć, biorąc pod uwagę jego bujną korespondencję. Zbiorek listów wymienianych między starym poetą a reżyserem w średnim wieku jest za to raczej skromny, i jeśli miałby służyć jako miara zażyłości, to świadczy o sympatii, znajdowaniu wspólnego języka, ale też o dystansie.
Należy ta korespondencja do zbioru pism estetycznych a nie osobistych. Obaj – reżyser i pisarz -wymieniają uwagi na temat filmów i spektakli, ze szczególnym uwzględnieniem ekranizacji prozy Iwaszkiewicza. Owszem w tle jest Polska, są kłopoty rodzinne, podróże, ale meritum pozostaje dialog dwóch twórców o twórczości, zresztą pozbawiony jakiejś odkrywczości.
Obaj są dla siebie ważni. Dla Iwaszkiewicza filmy Wajdy to – wydaje się czytając – jakiś szczególny rodzaj późnego docenienia, znalezienia się na powrót w światowym obiegu, czyha więc na zagraniczne recenzje, wyławiając z nich swoje imię. Wajda natomiast szuka natchnionego tekstu i okazuje się nim być proza, której autor z roku na rok staje się żywym pomnikiem (a która, niestety, przetrwała krócej niż filmy Wajdy; dzisiaj „Brzezina” jest bardziej znana jako film niż jako opowiadanie; zresztą lada moment Miłosz dostanie nobla, a wybór dokonany przez Iwaszkiewicza oceniony zostanie za niewybaczalny błąd).
W swoim nekrologu dla Wajdy (tutaj) pisałem o Iwaszkiewiczu, ba, zamiast portretu reżysera, gra skojarzeń, umieściłem tam fotos Iwaszkiewicza, ale przecież blogów, podobnie jak listów, nigdy nie można brać na serio, bo są pisane pod wpływem chwili.
