

(„Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu”, wystawa w Żydowskim Instytucie Historycznym, listopad 2017)
Motyl
Tego motyla, co zapomniał o lecie, co trzepotał uparty w lampie, musiałem wyprosić. Za okno, w jesień. Okazało się, że A. nie lubi gości.
Naczelne
Mieliśmy pójść do zoo, ale Dziecko nie chciało, a chodzenie do zoo, gdy Dziecko nie chce, jest zupełnie bez sensu, bo nas podglądanie zwierząt, pomijając ptaki, niezbyt interesuje. Zresztą w porze kawy, ulice zapełniły się stadami naczelnych z opaskami na rękach (obrączkowanie?) i nie trzeba wcale było iść do zoo.
Bóg przychodzi w racach
My chcemy Boga: jednak mają mniej wiary niż ich zachodni koledzy, którzy na klamerkach wyrażali pewność, że Bóg jest z nimi. Zamiast Boga przemawia Roberto Fiore, lej na dworcu w Bolonii, nasza podróż poślubna, osiemdziesiąt ofiar na liście w poczekalni.
Bóg przychodzi w racach. Tłum. Takiego go hodowali biskupi (tutaj: pouczająca lektura kazań), rząd głaskał po głowie: lęk pozwala utrzymywać się przy władzy, podsuwał bohaterów instytut od fałszowania historii, nie ma się co dziwić, gdy krzyczy wieloma gardłami.
*
Ostatnie są liście dębu, złote. Ale już coraz głębiej w zimę, w ziemię.
*
Brzydota poranków głębokiej jesieni, kiedy nie możesz czytać, bo strony zwijają się od wilgoci.
Baśń dalekowschodnia
Czytając do tramwaju. Ziendobry! – zagląda mi w twarz twarz Chińczyka. Idziesz do placy? – kiedy wsiadam, tylko zdołam tak. Tramwaj odjeżdża. Co za historia.
Radość soboty (we wtorek)
Ten ceglany mur przypomina zdjęcia z kostnicy w Tuzli. Nigdy więcej wojny – notuję z wystąpień – to zawsze ocierało się o banał. Warszawskie getto, Srebrenica, Morze Śródziemne.
*
Żywopłot puchaty od wróbli na Bielańskiej.
Baśń francuska
Stoimy na przystanku Stare Miasto. Gdzie jest Stare Miasto? – pyta po angielsku stary Francuz. Tam, piechotą dwieście metrów. – A autobusem? Bo ona nie chce iść – wskazuje na maksymalnie wkurzoną francuską żonę. Potrafię sobie wyobrazić jego rozpacz.
Kwiaty umierają o poranku
Rano w środę szedłem Ogrodem Saskim. Jechały na śmieciarce biało-czerwone wieńce od nieznanego żołnierza. Każde święta kiedyś się kończą.
(11-15.11.2017)
