
(Edvard Munch, Pocałunek przy oknie, 1892, Muzeum Narodowe, Oslo, źródło: wikimedia.org)
Niespodziewanie nadeszła jesień
Piątek. Zachmurzenie. Siostry miłosierdzia krążą pod oknami. O czwartej przychodzi hydraulik.
Sobota. Deszcz. Wrony przy hali rozdziobują gołębia. Mogły go dobić w akcie miłosierdzia – stwierdza A. Nadciąga Leonard Cohen: Oh the sisters of mercy, they are not departed or gone.
Niedziela. Deszcz. Po basenie, od wczoraj, rozmyślam tylko o tym jak się wychodzi z wody?
Poniedziałek. Deszcz. Nie oglądajcie przed snem kolejek górskich, bardzo Was proszę, choć sny potem, takie jak sobie życzysz, ale najpierw spadasz z dziewięćdziesięciu metrów. W dół.
Wtorek. Deszcz, krótkie przebłyski światła popołudniu. Dziewczynka pod różowym parasolem pędzi na deskorolce dżdżystą ulicą Hajoty. Telefon mi zamókł, ucieka mi z rąk World Press Photo.
Środa. Deszcz. Wszyscy chłopcy przeżyli odejście Ninki – mówi ciocia. Odejść ma Ala, mówi mama Ali, jak sobie poradzi Dziecko, skoro Ala, Ala, martwię się w autobusie.
Czwartek. Deszcz. Potop zalewa Wyspę świętego Marcina. Spotykam w autobusach znajomych z pracy, nie mogę przez to czytać książek. Bardzo mnie to złości.
Piątek. Miejscowe ocieplenie. Ósma rano: w promieniach pierwszego od tygodnia słońca dwóch głośnych facetów przy niebieskim stoliku na Placu Zamkowym popija cytrynówkę. Parę minut rozkoszy, nim straż miejska wygoni ich z raju.
(01-08.09.2017)
