Dni dyktand przypominały mały sąd ostateczny. Dzień przed czytało się regułki z partykułą by albo partykułą nie albo wielką i małą literą, studiowało, powtarzało wyjątki a potem zapadała cisza, słychać było tylko kroki wychowawczyni i jej monotonny głos nieodróżniający ó od u i ż od rz. Byle nie popełnić błędu, najmniejszego nawet, bo za przecinki to było ćwierć albo pół oceny w dół a autor bloga był wówczas szkolnym mistrzem ortografii i nie mógł sobie pozwolić na najmniejszą omyłkę.
Po latach dawny mistrz ortografii siedzi w jednej z sejmowych sal, dowiadując się, że sejm stoi ponad ortografią (co jest logiczne – skoro stoi ponad konstytucją, to być może również w przyszłym referendum należałoby zadać suwerenowi pytanie czy dysleksja nie powinna stać się oficjalną pisownią?) a potem (tym razem nie było o żołnierzach wyklętych), że zasady pisowni małą literą ustalono w Trzeciej Erpe jako element planu poniżania Polski. O tak! Więcej wielkich liter: Partia, Partia, Partia.
Ale właściwie znużony mistrz ortografii sprzed ćwierć wieku chciałby zadać posłom i posłankom zupełnie inne pytanie: Dokąd zmierzacie?
Nie, nie chodzi o ortografię. Czemu jednak klęczycie przed ołtarzem i świętokradczo wyciągacie usta do hostii, skoro uczynki miłosierdzia macie za nic?
Nie, nie chodzi o ortografię. To nie ortografia poniża Polskę (24.05.2017).
